"Śląski Kurier Wnet" 38/2017, Anatol Diaczyński: Dlaczego Polska ośmiesza się w świecie tą parodią repatriacji? - WNET.fm
Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

„Śląski Kurier Wnet” 38/2017, Anatol Diaczyński: Dlaczego Polska ośmiesza się w świecie tą parodią repatriacji?

Fot. P. Hlebowicz

Przeciwników repatriacji w Polsce nie brakowało. Toczyło się wszystko wg porzekadła: krok do przodu, dwa do tyłu. Doszedłem do wniosku, że tutaj nie chcieli tych ludzi. Ale dlaczego i kto nie chciał?

Anatol Diaczyński

Rozważania o repatriacji

Chcę się podzielić swoimi uwagami z życzliwymi dla repatriacji i repatriantów Polakami. Sam jestem repatriantem i już od 20 lat mieszkańcem i obywatelem Polski. Jestem literatem, członkiem ZLP/Rzeszów. W Kazachstanie byłem założycielem i pierwszym przewodniczącym Polaków w Kokczetawie (obecnie Kokszetau).

Szczerze mówiąc, władze Polski, już nowej, demokratycznej, przez długie lata absolutnie nie były zainteresowane repatriacją. O tym, że jest ona możliwa, że Polska to także nasza Ojczyzna, przekonywali nas w zasadzie tylko społecznicy, którzy docierali do Kazachstanu, jak chociażby znany działacz Solidarności Walczącej Piotr Hlebowicz.

W 1992 roku byłem delegatem na I Zjazd Polonii i Polaków z Zagranicy w Krakowie Uczestniczyłem w tamtych latach w wielu podobnego rodzaju oficjalnych i nieoficjalnych spotkaniach polonijnych w Rosji, Polsce, Kazachstanie.

Z każdym rokiem, razem z innymi działaczami polonijnymi z Kazachstanu i ludźmi z honorem i sercem – z Polski, coraz mocniej przekonywałem władze Rzeczpospolitej, żeby naszym ziomkom dano możliwość repatriacji do dawnej Ojczyzny, do Polski. Jak dziś pamiętam przekonujące słowa prezydenta Wałęsy na tym zjeździe: „Jestem prezydentem wszystkich Polaków!”. Wtedy bardzo chciało się w to wierzyć!

Ale przeciwników repatriacji w Polsce też nie brakowało. Toczyło się wszystko według porzekadła: krok do przodu, dwa kroki do tyłu. Pomyślałem, że może kiedy sam przeprowadzę się do Polski, da się bardziej nagłośnić tę sprawę i ten proces przyśpieszyć. Przeprowadziłem się. I co? I nic! Mimo że sejm RP w ciągu ostatnich 20 lat podjął szereg uchwał, które niby to powinny były ułatwić repatriację, i nawet powołano do życia tak zwany system „Rodak”, o którym więcej powiem później, repatriacja nie tylko nie przyśpieszyła, ale praktycznie zanikła. Dlaczego?!

Teraz słyszę, że taka powolna repatriacja była skutkiem złej poprzedniej Ustawy o repatriacji. Władze doszły więc do wniosku, że kolejne poprawki do tamtej ustawy nic nie dadzą i trzeba uchwalić nową. Słuchałem i głęboko zastanawiałem się, czy to mówią poważni, rozsądni ludzie?! Tyle lat im było trzeba, żeby dojść do wniosku, że tamta ustawa była zła?!

A ile pieniędzy wypłacono posłom, senatorom i innym urzędnikom za te lata pracy nad nią? Przecież za te pieniądze można było sprowadzić do Polski połowę moich ziomków! Tym bardziej że jest pozytywny przykład, choćby ze strony Niemiec, które w o wiele krótszym czasie sprowadziły milion swoich rodaków ze Wschodu! W Polsce władze liczą na przyjazd zaledwie 10–15 tysięcy ludzi. I dla sprowadzenia takiej garstki potrzeba jeszcze 25 lat w nowej, demokratycznej Polsce? To, co w Polsce nazywa się repatriacją, faktycznie jest jej parodią!

Dlaczego Polska ośmiesza się w świecie tą parodią repatriacji? Dlaczego złożyła w ofierze te zaledwie kilkadziesiąt tysięcy Polaków, którzy zamieszkiwali w Kazachstanie przed rozpadem ZSRR, i z których zaledwie połowa zdecydowałaby się wrócić do Polski?

Po długim rozważaniu doszedłem do jedynego wniosku, że w Polsce nie chcieli tych ludzi. Ale dlaczego i kto nie chciał? Przecież w społeczeństwie, jak też w mediach, nadal panuje przekonanie, że Polakom z Kazachstanu trzeba dać możliwość powrotu do Polski, chociażby dlatego, że Polska wyludnia się, bo dramatycznie maleje przyrost naturalny i wielu wyjechało za granicę.

Przykro mi to mówić jako patriocie i katolikowi, ale chyba prawdą jest, że ta repatriacja idzie tak marnie tylko dlatego, że sprzeciwia się jej Episkopat i MSZ Polski. Pierwszy dlatego, że chce przez Polaków w Kazachstanie rozpowszechniać katolicyzm w Azji, drugi – żeby załatwiać swoje plany polityczne. W tej sytuacji słowa kolędy „Nie było miejsca dla Ciebie” mówią chyba o moich ziomkach. A ten tak zwany system „Rodak”, o którym wspomniałem wyżej, sam nie działał na rzecz repatriacji i innym nie pozwalał. Dysponował środkami i możliwościami, ale nie działał. Z takimi mocnymi przeciwnikami walka moich ziomków była bez szans.

To tylko w Biblii Mojżesz z pomocą Boga prowadził Żydów do Ziemi Obiecanej. W dzisiejszych czasach nie ma Mojżesza i obiecana przez władze Polski w różnych ustawach ziemia wciąż jest ziemią obiecaną. Oczywiście jest nadzieja, że Pan Bóg ukarze tych, którzy w Polsce przeszkadzali w repatriacji. Ja w to wierzę! Ale to będzie dopiero na tamtym świecie!

Dodatkowo przykre jest to, że w Kazachstanie teraz interesy robi wiele krajów, w tym europejskich, ale nikt, chyba z wyjątkiem Polski, nie trzyma tam swoich rodaków jako zakładników tych interesów.

Kiedy byłem jeszcze działaczem polonijnym w Kazachstanie, a i w pierwszych latach tu, w Polsce, zawsze starałem się dodawać swoim rodakom otuchy. Zapewniałem ich: Polska was kocha, pamięta o was, pomoże wam powrócić do Ojczyzny.

Mówiłem im o tym i pisałem w swoich książkach. Teraz z przykrością się zastanawiam, czy nie czują się okłamani przeze mnie? Czy jeszcze jest dla nich miejsce w Polsce? W nowej, przecież demokratycznej…

Rok temu, po ukończeniu zjazdu repatriantów w Pułtusku, grupa działaczy polonijnych, w tym ja, została zaproszona na uroczysty obiad z delegacją państwową, na czele z panią Beatą Szydło. Po zakończeniu obiadu, żegnając się, jako jedyny ucałowałem pani premier rękę i powiedziałem: „Niech Pani pamięta o Polakach w Kazachstanie!”. Teraz chyba trochę inaczej sformułowałbym swoją prośbę: „Niech Pani pamięta o obiecanej repatriacji!”.

Na razie nie wygląda to zbyt różowo. Owszem, przyleciała do Pułtuska przed Bożym Narodzeniem 150-osobowa grupa Polaków z Kazachstanu. Mieszkają tam więc już od pół roku. Ale gdzie i jak rozsiedlać tę grupę na stałe, odpowiednie osoby – z Anną Marią Anders, pełnomocnikiem prezesa Rady Ministrów do spraw repatriacji na czele – pomysłu chyba nie mają. Przynajmniej nie ma jednolitego, szczegółowego pomysłu.

A przecież wiadomo, że diabeł tkwi w szczegółach! Więc tych 150 osób sprowadzonych w ciągu ostatniego pół roku do Polski to żaden wybitny rezultat! W niektórych poprzednich latach, jeszcze na długo przed przyjęciem tej najnowszej ustawy, zapraszano więcej. Czyżby to kolejny, broń nas Boże, nowy, nieudany eksperyment?!

Autor był działaczem polonijnym w Kazachstanie, obecnie jest literatem polskim, członkiem Związku Literatów Polskich.

Artykuł Anatola Diaczyńskiego pt. „Rozważania o repatriacji” znajduje się na s. 10 sierpniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Anatola Diaczyńskiego pt. „Rozważania o repatriacji” na s. 10 sierpniowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 38/2017, wnet.webbook.pl

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook