Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Paweł Rakowski: „Trylogia islamska” Billa Warnera to suchy tekst. Islam opiera się na tradycji interpretacji. Recenzja.

fot.Paweł Rakowski

Amerykański publicysta Bill Warner zajmuje się „politycznym islamem”. Wydał trzy broszurki mające na celu uświadomienie mas, czym jego zdaniem jest islam. Jednak nie jest to konstruktywna wykładnia.

Czytaj więcej: Patriarcha Galicyjski – biografia Andrzeja Szeptyckiego, metropolity lwowsko-halickiego, przywódcy Rusinów w Galicji

Niejako pocieszające jest to, że ktoś postanowił zebrać i w przystępny sposób przedstawić islamskie teksty źródłowe. Bardzo to cenne, chociaż spóźnione co najmniej o 40-50 lat. Teraz, pomimo najgorliwszych chęci, nic nie zmieni tego, że islam jest największą ilościowo, najmłodszą pod względem demograficznym i najprężniejszą, jeśli chodzi o konwersję nowych wyznawców, religią na świecie. Islam jest i będzie w coraz większym stopniu naszą rzeczywistością. Nie jest to anomalia. Tak było na Wschodzie i Zachodzie od dekad i niech świat mediów sam sobie odpowie na pytanie, dlaczego wcześniej o tym nie informował, np. przy akcesji do UE.

Warner promuje wiedzę o zagrożeniach dla świata ze strony tzw. politycznego islamu. Chociaż nie wyjaśnia, że w sumie nie ma czegoś takiego jak apolityczny islam. Islam, tak jak judaizm, zajmuje się KAŻDYM aspektem życia społecznego i indywidualnego. Polityka jest jednym z nich. Amerykanin analizuje wycinki, jak on to nazywa „Trylogii muzułmańskiej” – Koranu, biografii Mahometa (Sirat) oraz zbioru tradycji tworzących tzw. Sunnę, a więc z Hadisów. Jeśli Koran mamy przetłumaczony na język polski, tak Sirat, a przede wszystkim Hadisy stanowią nie lada zagadkę nie tylko dla polskiego, ale przede wszystkim zachodniego badacza. Tłumaczeń ponad 6000 „kanonicznych” zaleceń i nakazów Mahometa na języki europejskie nie ma. Nigdy nie było takiej potrzeby. Arabiści z wielkim trudem dają sobie radę z tekstem w oryginale, a muzułmanie pewną część wykładni poznają w trakcie studiów islamskich np. w kairskim Al-Aznar.

Niemniej trochę mnie dziwi podejście Warnera do wiary w istotę tekstu. Większość muzułmanów ma nikłe pojęcie o zawartości Koranu czy Hadisów. Tak jak w katolickim życiu duchowym, teksty źródłowe w islamie zastąpiły tradycja i interpretacje uczonych. Zresztą islam, tak jak judaizm, nauczany jest w oparciu o autorytet religijny, który objaśnia tekst na podstawie tradycji intelektualnej. Wiedza tekstualna przeciętnego muzułmanina niczym nie różni się od wiedzy biblijnej zwykłego katolika. Warner to pomija. Nie wysila się nawet na napisanie drobnego szkicu objaśniającego czytelnikowi, że w sunnickim islamie jest pięć szkół interpretacyjnych. Nie mówi, że szyizm to jest w ogóle inna bajka. Nie objaśnia specyfiki i różnorodności ideologicznej, myślowej, teologicznej. Islam to nie Kościół katolicki. To, że jakiś Bin Laden czy Al-Bagdadi rzucają w eter jakieś antyzachodnie religijne rozporządzenia, nie oznacza, że 1,5 mld muzułmanów to obowiązuje. Nigdy w życiu. Być może ten brak centralizacji prowadzi do niezrozumienia dla katolickiego umysłu. Albowiem większość muzułmanów, zarówno tych kształconych, jak i niemal analfabetów religijnych (a więc większość), twierdzi, że salafizm to nie jest islam. Patrzcie, oni mordują głównie sunnitów i burzą pomniki z czasów przedislamskich, które kalifom nie przeszkadzały – mówią. I mówią prawdę. Tylko kto ma jednoznaczny autorytet, aby stwierdzić, że jakaś doktryna jest islamska, a inna nie jest? To już jest osobna historia.

Amerykanin najprawdopodobniej patrzy na islam oczami chrześcijańskimi. Prorok Mahomet, jak wskazuje Warner, był mordercą, zbrodniarzem wojennym, zbereźnikiem i pedofilem. Trochę to psuje wizję „człowieka bożego” znanego nam z Ewangelii czy Dziejów Apostolskich. Jednak co myśl islamska na to? Wykładnia muzułmańska wskazuje, że w biblijnej Księdze Powtórzonego Prawa jest zapowiedziany prorok z pokolenia Izmaela, który będzie taki jak Mojżesz. Żydowska tradycja te słowa identyfikuje z Ezdraszem lub Nehemiaszem, którzy przywrócili kult świątynny po niewoli w Babilonie. Chrześcijańska myśl, tak jak wszystkie starotestamentowe zapowiedzi, utożsamia te słowa z Chrystusem. Natomiast co widzi w nich islam? Otóż Mojżesz był prawodawcą oraz dowódcą wojsk izraelickich, które przez 40 lat wojowały na pustyni, po czym wedle rozkazu Jahwe miały eksterminować całą ludność kananejską w Palestynie. A więc prawodawca i hetman. Tak jak Mahomet. Z tym, że prorok islamu jest większy, albowiem on wygrał – zjednoczył Arabię, nawrócił Arabów na islam, kiedy to Mojżeszowi nie było dane przekroczyć Jordanu do Ziemi Obiecanej.

Co ciekawe, Warner nie idzie w stronę jakiejkolwiek refleksji religioznawczej i historycznej. A szkoda. Albowiem sama Biblia też nie jest lekturą dla dzieci i młodzieży. Ile tam zbrodni, krwi, a wręcz ludobójstwa? Czyż psalmista nie nawoływał do roztrzaskiwania głów babilońskich dzieci? Islam twierdzi, że chrześcijanie i żydzi sfałszowali Pismo Święte. Wskazuje, że Słowo Boże nie może zawierać tego, że np. pijany Lot uprawiał seks z własnymi córkami, a król Dawid miał romans nie tylko z Batszebą, żoną Uriasza! O takich bezeceństwach i plugastwach prorocy Allaha mówić ani czynić nie mogli, twierdzą muzułmanie, wskazując na słuszność swojej koncepcji.

Warner, tak jak wielu współcześnie na Zachodzie, patrzy na islam z pretensjami, że ten wyszedł z pustyni i zdobył świat. Szkoda że autor nie pofatygował się wyjaśnić, dlaczego tak się stało, że pustynni nomadzi powalili Bizancjum, Persję, doszli do Hiszpanii i Chin. Warner wskazuje, że to wina militarnego oblicza islamu. Co jest znowu niezrozumieniem realiów i kultury. Skoro Mahomet wojował, ponieważ musiał lub chciał, to automatycznie została opracowana religijnie usankcjonowana doktryna, co robić z łupami, brankami wojennym, z jeńcami. Normalne. Praktyka niczym nie różniąca się w sumie od dzisiejszej. Z tym że w katolickim świecie Kościół niejako przymykał oczy na to albo był bezradny – nie udało się pogodzić realiów wojny i koszar z nauką Chrystusa. A przecież, jak wiemy, wojna jest i będzie nieodzownym elementem życia. Sobieski uratowawszy chrześcijaństwo (przecież nie tę Europę, która nas zniszczyła) wracał spod Wiednia z taborami łupów i tabunem haremowych Czerkiesek. Z Ewangelii też wiemy, że Chrystus nie przynosi pokoju, lecz miecz.

„Trylogii Muzułmańskiej” Warnera nie mogę ocenić pozytywnie. Po pierwsze, żadnej „trylogii” nie ma. Wystarczy obejrzeć na YouTubie jakikolwiek wykład, prelekcję sunnickich duchownych, aby wiedzieć, że ich dydaktyka opiera się na którejś ze szkół interpretacyjnych i to na jej autorytety się powołują, objaśniając Koran lub Sunnę. Po lekturze tych broszurek czytelnik może mylnie uznać, że „wie i rozumie”, czym jest islam. A tak nie jest i nie będzie. Bez wielkiego nadużycia należy wspomnieć o Tatarach polskich przysięgających na Allaha i na Koran w trakcie przysięgi wojskowej w Niepodległej. Nikomu to nie przeszkadzało. Ale wtedy była inna Polska i inni Polacy. I może tu jest istota problemu.

Czytaj więcej:Bernard Lewis – „Co się właściwie stało?” – książka o przyczynach kryzysu w islamie, który spowodował m.in. Sobieski

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook