Liban – Bejrut, Harrisa, Bkerke, Ghazir – objazd Pawła Rakowskiego po kraju Cedrów. Bogactwo, kontrasty, magia Libanu

Liban, maleńki kraj umieszczony pomiędzy Syrią i Izraelem, w którym przez dekady możni realizowali swoje interesy. Jednak miast gruzów są luksusy niewyobrażalne nad Wisłą, a wysokie ceny porażają.

Bejrut szokuje – gdy szyicka dzielnica Dayjia śpi, Junija we wschodniej, chrześcijańskiej części miasta huczy od rozpusty i swawoli. Nad Juniją góruje sanktuarium maryjne Harissa –  libańska Częstochowa, którą odwiedził papież Polak w 1997. „Liban to nie kraj, Liban to przesłanie” – miał powiedzieć do zebranej maronickiej młodzieży św. Jan Paweł II. I rzeczywiście wielkie krzyże, różance, obrazki, figurki… to jest wszędzie. Pytanie, czy to zwykły totem, czy coś ponad to, pozostanie nierozwiązane.

Chrześcijanie, maronici, mają się tutaj dobrze… a nawet bardzo dobrze. Są rządzącą kastą „trzymającą” władzę, a przede wszystkim klucz do sejfu pełnego złota. Albowiem Liban ma pokaźne rezerwy tego kruszcu. Co więcej, największym posiadaczem ziemskim w kraju jest patriarchat maronicki, który nie dość, że otrzymuje należne dochody z dzierżaw, to jeszcze jest jedynym producentem cementu. A w Libanie buduje się dużo. Emigranci budują sobie letnie rezydencje, a biedota szyicka musi gdzieś lokować swój gigantyczny wyż demograficzny.

Szyici są wielkimi sojusznikami maronitów; jeśli trzeba, to do pałacu patriarchy w Bkerke przyjeżdża wierchuszka wszystkich 16 wyznań w tym kraju i debatują, jak nie doprowadzić do zniszczenia kraju w samobójczej wojnie domowej. Kler maronicki nie stroni od polityki. Wręcz przeciwnie, na kazaniach wpierw prawią o ewangelii, a następnie o polityce, bo tak być musi.

W malutkim Libanie jest około 4 mln uchodźców – głównie z Syrii, ale i też z Palestyny. W większości chrześcijanie z Libanu zatrudniają chrześcijan z Syrii. Ale w Libanie jedni pracować w ogóle nie muszą! Dlatego, wedle pewnych szacunków (a rachować tutaj nikt nie lubi, no bo po co?) sprowadzono do kraju ponad 500 tys. służących z Etiopii!

Więcej w czerwcowym Kurierze WNET

Komentarze