Chrześcijanie w Iranie mieszkali praktycznie od zawsze. Dzisiaj także żyją w kraju Persów i mają się w miarę dobrze - WNET.fm
Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Chrześcijanie w Iranie mieszkali praktycznie od zawsze. Dzisiaj także żyją w kraju Persów i mają się w miarę dobrze

fot.pixabay/fot.baillif

Iran we własny sposób postrzega kwestię szariatu. Tam obowiązuje wykładnia szyicka, immamicka, okraszona myślą Chomeiniego i dziedzictwem kilku tysięcy lat wielkiej tradycji i kultury.

Historia relacji persko-chrześcijańskich jest długa i niekiedy burzliwa.

To w końcu najazd perski pod koniec XVIII wieku zniszczył Gruzję i Tbilisi, co skłoniło Gruzinów do szukania ratunku w Moskwie. Ale nie możemy też zapominać o legendzie, jakoby szach Abbas Wielki, taki ichniejszy odpowiednik naszego Kazimierza, przyjął po kryjomu katolicyzm – Paweł Rakowski, autor reportaży zamieszczanych na łamach „Kuriera WNET”, w audycji „Collosseum” prezentował w skrócie relacje chrześcijan z Persją, odwołując się do swoich podróży w tamte rejny świata.

Czytaj więcej: Teheran przyznaje, że Rosja korzysta z irańskich baz. ISIS wygraża Persom za chrześcijan i Żydów mieszkających w Iranie

Dziennikarz objaśniał m.in. różnicę między Islamską Republiką Iranu a salafickimi pomysłami, które nie mają wiele wspólnego z jakąkolwiek cywilizacją:

– Iran jest państwem teokratycznym, szyickim, o wielkim, nieprzerwanym dziedzictwie historycznym. Iran można trochę porównać do Chin. Rzym był i go nie ma, ale Persja została i pomimo kilkuwiekowej słabości powraca na należne jej miejsce.

– Iran we własny sposób postrzega kwestię szariatu. Tam obowiązuje wykładnia szyicka, immamicka, okraszona myślą Chomeiniego i dziedzictwem kilku tysięcy lat wielkiej tradycji i kultury. Tak więc chrześcijanie w Iranie żyją i mają się w miarę dobrze. Oczywiście nie jest to pełna emancypacja w skali europejskiej, ale trudno powiedzieć, aby działa im się krzywda. Wręcz przeciwnie, ongiś, jak byłem w Persji i napotykałem chrześcijan, głównie Ormian, to wykazywali się wielkim irańskim patriotyzmem i ofiarnością. Niedawno główny Ajatollah kraju odwiedził rodzinę asyryjską, której syn zginął na zapomnianej dziś przez wielu wojnie z Saddamem.

– Chrześcijanie urzędowo dla swoich rytuałów mogą pędzić wino. Kościoły są otoczone murami. Ale należy pamiętać, że Iran pomimo wszystko to państwo muzułmańskie i należy czynić porównania adekwatne do realiów regionu. A w tych porównaniach Iran wypada bardzo korzystnie – zaznaczył Rakowski.

Dziennikarz odniósł się również do projektu „islamskiej rewolucji” idącej z Teheranu po rewolucji w 1979 roku: – Iran rzeczywiście eksportował w latach 80. swoją wersję „islamskiej rewolucji”, ale dzisiaj widzimy, że poza ośrodkami szyickimi nie osiągnęła ona żadnego sukcesu.

– Wedle anegdoty, którą zapisał Ryszard Kapuściński, Persowie na przekór Arabom, których nienawidzą, przyjęli islam w wersji szyickiej. Oczywiście to anegdota, ale bliska prawdy o animozjach irańsko-arabskich. Kiedyś w Isfahanie na bazarze debatowałem z handlarzami i nie potrafiłem zrozumieć, czemu Iran nie chce np. afgańskiego Heratu czy irackich Karbali, Basry i Nadżafu. „Bo tam mieszkają Arabowie i my ich nie chcemy” – taką odpowiedz usłyszałem.

Natomiast z wielkim powiedzeniem irański projekt zakorzenił się w Libanie. Tam szyicki Hezbollah dwa razy odparł izraelskie zakusy polityczne na ten kraj. Co ważniejsze, po wycofaniu się kontyngentów izraelskich z południowego Libanu w 2000 roku upadła milicja chrześcijańska SLA (South Lebanon Army – Armia Południowego Libanu). To Hassan Nasrallah, herszt Partii Boga, nakazał swoim bojówkom otoczyć wioski chrześcijańskie, aby nie doszło do pogromów. Nasrallah powiedział, że kto był kolaborantem, rozstrzygnie sąd i poprzez taką politykę Hezbollah z czasem zyskał wielkie uznanie, co dzisiaj widzimy po wygraniu wyborów prezydenckich przez Micheala Aouna.

– Hezbollah walczy z Daesh w Syrii i chroni Liban przed inwazją salafickich milicji. Z większości sytuacji wychodzi zwycięsko – zarówno politycznie, jak i militarnie. Izrael zresztą uznał, że szyici są potęgą militarną, a nie zwykłą bojówką. No i kolejna wojna jest nieunikniona. Izrael już drży przed Hezbollahem, bo on jest zdolny nie tylko do skutecznego oporu, ale równie niszczycielskiej ofensywy – stwierdził dziennikarz.

Paweł Rakowski przypomniał, że Persja ma już ponad 2500-letnią tradycję mimowolnego obrońcy nowego i starego narodu wybranego:

Biblia, oprócz Księgi Estery, bardzo życzliwie odnosi się do Persji. To Persja Cyrusa wyzwoliła z niewoli naród wybrany i zezwoliła na odbudowę świątyni. To pod perskimi skrzydłami powstawały teksty biblijne. Stary Testament nazywa króla perskiego Cyrusa mesjaszem. Dzisiaj widzimy, że Iran ponownie odgrywa podobną rolę, de facto broniąc chrześcijan i naszych ośrodków historycznych w Syrii czy w Libanie.

– Oczywiście szyici nie czynią tego z dobroci serca, tylko politycznej konieczności. Dla szyitów będących w wiecznej mniejszości korzystniejsze jest funkcjonowanie w wieloetnicznych i wieloreligijnych konglomeratach. Łatwiej wtedy rozgrywać polityczne szachy niż pozostawać samotnie w morzu sunnickim, które by ich prędzej czy później zatopiło – podsumował swoje rozważania autor reportaży podróżniczych „Kuriera WNET”.

Czytaj więcej: Baszar al-Asad: odzyskamy każdy skrawek Syrii. To jest nasz obowiązek, żeby odzyskać kontrolę nad całym krajem

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook