Białoruś - bunt czy rewolucja? Rzekoma odwilż była tylko spektaklem dla Zachodu. Skala przemocy jest większa niż w Rosji - WNET.fm
Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Białoruś – bunt czy rewolucja? Rzekoma odwilż była tylko spektaklem dla Zachodu. Skala przemocy jest większa niż w Rosji

Aresztowany uczestnik demonstracji w Mińsku/foto: PAP/EPA/TATYANA ZENKOVICH

Łukaszenka stoi dziś przed wyborem – dać się zmieść narastającej fali buntu albo zastosować nadzwyczajne środki represji. Na żaden Okrągły Stół nie ma miejsca, bo nie ma z kim podzielić się władzą.

 

Irena Lasota mówiła w Poranku WNET o wydarzeniach w Rosji i na Białorusi. Zdaniem publicystki rosyjskie protesty całkowicie przyćmiły to, co się dzieje na Białorusi. Tymczasem skala represji jest tam dużo większa niż w Rosji.

W momencie kiedy Łukaszenka dostał carte blanche od Europy, żeby zostać „wielkim humanistą”, nagle się okazało, że gniew i frustracja  w narodzie są tak duże,  że jedno konkretne prawo – niesprawiedliwe i uderzające w biednych ludzi – przelało czarę goryczy.

Komentatorka zwróciła uwagę na milczenie zachodniej opinii publicznej – nawet Polska, przez lata przedstawiająca się jako europejski pomost na Białoruś, jest mało aktywna.

Pytanie: rewolucja czy bunt? Łukaszenka stoi przed wyborem: albo dać się zmieść – bo nie bardzo widzę możliwości, żeby mógł podzielić się władzą, tam nie ma warunków dla „okrągłego stołu” – albo zastosować nadzwyczajne środki represji, żeby zakończyć falę, która narasta i która ma w sobie coś bardzo silnego. Jest spontaniczna i nie zależy od przywództwa kilku osób. 

Irena Lasota zwróciła uwagę, że wydarzenia na Białorusi nie mają charakteru buntu ekonomicznego. Pojawiają się też hasła polityczne, np. żądania wolnych wyborów.

Z jakiegoś powodu na Zachodzie, i w Polsce też, panuje przeświadczenie, że Białorusini są bierni i kochają Łukaszenkę. To, co się mówi dziś o Białorusi, bardzo przypomina mi to, co różni oficjele z Polski mówili, kiedy przyjeżdżali do Ameryki pod koniec lat siedemdziesiątych – że robotnikom chodzi tylko o kiełbasę, nie mają żadnej świadomości i jak im da się za dużo wolności, nie będą wiedzieli, co z tym zrobić.

Publicystka mówiła też o demonstracjach w Rosji: – Z jakiegoś powodu Miedwiediew jest wysunięty na pierwsze miejsce w tych protestach, chociaż to Putin jest bardziej skorumpowany, a jego własność prywatna za granicą wielokrotnie przekracza to, co wiadomo o Miedwiediewie. Jak zawsze, wszystko związane z Nawalnym i z Rosją jest niejasne.

W rozmowie nie zabrakło też  refleksji o polityce amerykańskiej i parlamentarnej porażce Donalda Trumpa w sprawie Obamacare.

 

 

 

 

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook