Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Zimbabwe – gospodarczy upadek zaczął się od eksperymentu socjalistycznego, braku „czarnych” kadr, korupcji i bałaganu

Fot. W. Grodecki

Mnie i ks. Januarego poczęstowano ryżem z kurczakiem. Byłem dalej b. głodny, bo i ten kurczak często „głodował”. Nie narzekałem, nie wypadało, bo tu głód zaczyna się, gdy trzy dni nic się nie je.

Władysław Grodecki

7 lipca 2007 r. minister handlu Obert Mpofu nakazał właścicielom sklepów oraz fabryk obniżkę cen towarów o połowę. Rozpoczęła się grabież i demolowanie placówek handlowych, masowe wykupywanie benzyny. Aresztowano ok. 1500 właścicieli sklepów. Około 3 mln ludzi wyemigrowało do RPA, Wlk. Brytanii, USA, Botswany i Namibii. Do 80% wzrosło bezrobocie, a produkt krajowy brutto w 2007 r. wynosił 54 USD na mieszkańca.

Konsekwencją zupełnej zapaści ekonomicznej stała się niewyobrażalna inflacja, druga największa w historii świata; w listopadzie 2008 r. co 30 godzin ceny artykułów przemysłowych wzrastały o 100%. Przyjeżdżający do Europy Murzyni opowiadali o kolejkach przed sklepami, gdzie ostatni płacił inną cenę niż pierwszy. (…)

Do misji św. Michała k. Beatrice, gdzie mieszkał o. January, założonej przez oo. Jezuitów z Wlk. Brytanii w 1925 r., wiodła droga przez busz obok kopalni złota i farm należących do białych. Przyjął nas dyrektor miejscowej szkoły i oprowadził po ośrodku. W szkole podstawowej i średniej uczyło się ok. 1000 osób, 400 mieszkało w internacie, przedszkolaków było zaś ok. 30. (…)

Jadąc do jednej z tych misji, kolonii Gawaza, miałem okazję zanurzyć się w prawdziwy busz. Między trawą i kolczastymi drzewami rosły baobaby, z braku wody pozbawione liści. Droga, przejezdna tylko w porze suchej, wiodła wzdłuż lepianek, by zginąć zaroślach. Tu nie ma żadnych znaków, nie ma kogo zapytać – drogę trzeba znać! Gdy w oddali ukazał się wysoki, uschnięty pień eukaliptusa, o. January z radością wyznał: „oto znak drogowy”. Minęliśmy jeszcze krzaki, małą sadzawkę i przejechali koryto rzeki okresowej. W kierunku misji zmierzały tłumy ludzi, wszyscy nas pozdrawiali.

Przybycie kapłana to ważne wydarzenie. Można z nim porozmawiać o codziennych problemach, kłopotach, radościach, uczestniczyć we mszy świętej. Ale tym razem miała to być uroczystość wyjątkowa: chrzest i bierzmowanie ok. 100 osób!

Po ceremonii o. January przedstawił mnie publicznie, a członek Rady Parafialnej miło powitał, włożył mi na głowę wieniec z kwiatów z buszu i wręczył worek słodkich ziemniaków na drogę. Trzeba było podziękować, powiedzieć, że bardzo mi się podobają ich stroje, tańce i śpiewy. Uroczystości dobiegły końca i wszyscy udali się na zewnątrz, w kierunku kotła z „sadzą”, a mnie i ks. Januarego poczęstowano ryżem z kurczakiem. Byłem dalej b. głodny, bo i ten kurczak często „głodował”. Nie narzekałem, nie wypadało, bo tu głód zaczyna się, gdy trzy dni nic się nie je.

Wspomniałem relację pewnego polskiego misjonarza: Wracając po kilku dniach z objazdu swoich parafii, zbliżałem się do jednej wioski. Dzieci nas wypatrzyły, wybiegły z domów i ustawiły się w kolejce. Dobrze wiedziały, że ksiądz zawsze coś dla nich przywozi. Kazałem wyciągnąć diakonowi z bagażnika pudło ze słodyczami i rozdać dzieciom.

W pewnej chwili na końcu kolejki stanął starszy mężczyzna. Ksiądz powiedział do diakona: daj jemu też, pewnie jest głodny. Przybysz odrzekł: „Proszę księdza, my zawsze jesteśmy głodni”, a po chwili: „jeszcze nigdy w życiu nie najadłem się do syta”.

(…) Amerykański sędzia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości Jessup był zdania, że Afrykanie nie chcą porzucić swych obyczajów, tradycji, życia plemiennego i uczestniczyć w „białej cywilizacji”. Ponieważ przepaść dzieląca poszczególne rasy w dziedzinie kulturalnej, gospodarczej, zwyczajów i tradycji rodzinnych była nie do zasypania, uważano, że najlepszą przysługą, jaką mogą biali oddać innym rasom, jest umożliwienie im oddzielnego rozwoju i niemieszanie się z nimi.

Cały artykuł Władysława Grodeckiego pt. „Zimbabwe” można przeczytać na s. 11 czerwcowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 36/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Władysława Grodeckiego pt. „Zimbabwe” na s. 11 czerwcowego „Śląskiego Kuriera Wnet” nr 36/2017, wnet.webbook.pl

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook