Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

W wymiarze życia narodu chcemy dowiedzieć się – i to aż po ostatnią jotę – co się stało tam, pod Smoleńskiem

Fot. A. Karczmarczyk

Autorytetu się nie otrzymuje, nie dziedziczy, nie kupuje. Przeszłość Kościoła i dzieje naszego państwa przekonywały nas wielokrotnie, że do autorytetu się dorasta w odwadze bycia i męstwie wiary.

ks. Dariusz Kubicki

Przemierzyliśmy drogę 96 miesięcznic smoleńskich. I to z różnym naszym udziałem – jedni częściej, drudzy mniej, a inni jeszcze sporadycznie… Uczestniczyliśmy w Eucharystii, a następnie w przestrzeni naszego miasta, dając świadectwo polskości, modląc się cierpliwie i wytrwale, domagaliśmy się prawdy o 10 Kwietnia.

Na czym polegał dramat naszego narodu – ten sprzed ponad siedemdziesięciu laty? Na fizycznym unicestwieniu elit wszystkich niemal warstw społecznych polskiego narodu z jednoczesnym wszczepieniem weń kałmuckich bolszewików – etnicznych bądź zideologizowanych. Dramat osadzał się na podstępnym wykreowaniu z marginesu społecznego „dostojników” ludowego państwa – „dostojników”, urobionych nie polską mentalnością – sposobem rozumienia „pospolitej rzeczy”, jaką jest osoba: podmiot we wspólnocie podmiotów.

Przypomnijmy sobie, że Prezydent RP udawał się w 70 rocznicę zbrodni nad zbrodniami na uczczenie męczeńskiej śmierci w Katyniu rozstrzelanej oficerskiej kadry polskiej armii. Udawał się na czele tak licznej delegacji narodu Rzeczypospolitej, aby tym mocnej wyrazić i do politycznej świadomości świata przemówić, że Katyń był po prostu ludobójstwem.

Pamiętamy przecież, że Katyń nie przebił się nigdy w nagiej jego prawdzie. W całej jego grozie nie przebijał się nawet do świadomości całego narodu Rzeczypospolitej: wszystkich jego pokoleniowych warstw. A w ogóle nie przebił się nigdy jako ludobójstwo, dokonane na sposób brutalny i w najdrobniejszym szczególe zaplanowane.

Jakby kpiąc z popełnionych zbrodni i mordów, zsyłek na Sybir licznych pokoleń od paru ostatnich stuleci, tworzono narrację pojednania z imperium, które dokonało właśnie tego ludobójstwa, które je nieustannie zadawało; które obficie „wyrabiało” ciemnych „bohaterów” – najemników ślepo spełniających zlecenia samodzierżawnego reżimu.

Najbardziej głęboki dramat katastrofy smoleńskiej tkwił jednak w próbie wznoszenia nowego kłamstwa – olbrzymiego moralnego kłamstwa, dotyczącego naszej tożsamości Polaków – tożsamości katolickiego narodu: wyrastania) z ideału Bóg-Honor-Ojczyzna i zwieńczania się w nim – i to w głębszym jeszcze, nadprzyrodzonym pokładzie łaski. Zapewne dlatego liturgia dnia dzisiejszego przypomina nam słowami św. Jana-Apostoła: któż zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym (1J 5,4). Przez osiem długich lat – wypełnionych miesięcznicami – gromadziliśmy się na Eucharystii i przy pomniku katyńskim, aby publicznie przełamać kłamstwo, którym infekowano naród Rzeczypospolitej. Zamyślono, aby się moralnie nie odrodził. Aby znikczemniał. Czyniono wręcz to samo, co doprowadziło Koronę Polską do dramatu utraty suwerenności i rozdarcia pomiędzy trzech zaborców.

Przypominamy sobie tę bolesną lekcję dziejów przeszłości. Naród zniekształcony politycznie, zredukowany do jednej, najmniejszej klasy społecznej, bezpłodny kulturalnie, nie mógł przeciwstawić się ani też oprzeć potężnym wrogom. Przestał więc istnieć jako państwo.

Sprowadzono nas – w obecnie cywilizacyjnie likwidowanej Europie – do stanu sprzed zaborów: uprywatnienia państwa, zdobywania władzy dla dogodzenia osobistym ambicjom i potrzebom, nadawania instytucjom państwa charakteru walki z przeciwnikami panującego stronnictwa, obsadzania stanowisk nie osobami najzdolniejszymi, moralnie najbardziej wartościowymi, ale najposłuszniejszymi, ślepo służalczymi.

Doprowadzono do nagradzania występku i bezprawia, hołubienia nikczemności, a nade wszystko – zamiany katolicyzmu na internacjonalne bałwochwalstwo: bożków równości i postępu. Taka była spójnia – taka okazała się klamra spinająca naród Rzeczypospolitej – ten sprzed zaborów i ten sprzed katastrofy smoleńskiej. Została rozerwana w tej naszej cierpliwej odnowie moralnej – podobnie, jak przed stuleciem wzrastającą patriotyczną świadomością Polaków została stargana obręcz zdradliwie nałożona przez pazerne chciwością trzy Czarne Orły.

Ale czy te osiem ostatnich lat wystarczy, aby przywrócić narodowi twórczą żywotność? Czy one wystarczą na sprawienie odnowy moralnej i kulturowej, odnowy ideowej i politycznej narodu Rzeczypospolitej? Wystarczyły przecież jedynie na odnowę świadomości obecności Zmartwychwstałego pośród nas – w narodzie Rzeczypospolitej – i to jedynie w jego najbardziej gorącym, patriotycznym jądrze. I nie mamy wątpliwości wobec zasadniczego pytania: kto dla mnie, kto dla nas jako narodu Rzeczypospolitej – jest największym autorytetem? Nie mamy żadnych wątpliwości, że jest nim Jezus Chrystus, Zmartwychwstały Pan – Duch, będący tchnieniem Syna; Duch Święty przebywający w słowie Jezusa. I tak, jak Zmartwychwstały chciał się ukazać tylko swoim uczniom – bo ujrzeć Go może jedynie ten, kto nosi Go w sobie – tak słowo pokoleń w polskich ojczyźnianych dziejach mogą w jego autentycznej głębi uchwycić jedynie ci spośród zbiorowości polskiego bytu państwowego, co noszą polskość w sobie.

Bo przecież naród nasz obok heroizmu i niezłomnej walki ulegał również duchowemu pohańbieniu. Liczne jego części przyzwoliły, że kajdany wrosły w duszę, że niewolnicze okowy zakładano sobie w atmosferze wesołości.

Wiemy, że osadzeniem jakiegokolwiek autorytetu jest odpowiedzialność człowieka, sprawującego powierzony mu urząd w imię dobra wspólnego – i to Kościoła Chrystusa bądź państwa, a państwa polskiego w szczególności, gdyż nasze dzieje tym różnią się od innych, że są dziejami narodu, a nie królów lub książąt. Wiemy również, że autorytetu się nie otrzymuje, nie dziedziczy, nie kupuje. Dzieje przeszłości Kościoła i dzieje naszego państwa przekonywały nas wielokrotnie, że do autorytetu się dorasta w odwadze bycia i męstwie wiary.

Cała homilia ks. Dariusza Kubickiego pt. „Poznań pamięta o Smoleńsku” znajduje się na s. 1 i 7 majowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Homilia ks. Dariusza Kubickiego pt. „Poznań pamięta o Smoleńsku” na s. 7 majowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook