Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Polska – Ukraina: wiele się zmieniło, został spór o historię – z pewnością trudny, ale chyba możliwy do przezwyciężenia

I. Riepnin, Kozacy | Fot. domena publiczna, Wikipedia

Współczesny ukraiński nacjonalizm, zwłaszcza ten radykalny, nie ma oblicza antypolskiego – przeciwnie, choć w sprawach polityki historycznej wiele nas dzieli, dąży on do ścisłej współpracy z Polakami.

Mariusz Patey, Jakub Siemiątkowski

Ruch nacjonalistyczny na Ukrainie jest dziś podzielony na kilka nurtów. Najbardziej interesującym przypadkiem jest z pewnością demonizowany ze względu na kontrowersyjną symbolikę Ruch Azowski, skupiony wokół pułku Gwardii Narodowej „Azow” i (od niedawna) partii politycznej Korpus Narodowy. Środowiska zrzeszone w tym ruchu – wbrew podsycanemu przez sympatyzujące z Kremlem media – zasłynęły wielokrotnie propolskimi działaniami. Odnotujmy kilka z nich.

W marcu 2015 roku polski internet obiegła informacja, że żołnierz Azowa, wnuk Polki, zaapelował o renowację Cmentarza Janowskiego we Lwowie. W lutym 2016 roku azowcy wespół z polskimi nacjonalistami wystąpili w obronie kamiennych lwów na Cmentarzu Orląt, których nie chcieli przywrócić na dawne miejsce radni Swobody. W styczniu bieżącego roku Ruch Azowski oficjalnie potępił dewastację polskich pomników w Hucie Pieniackiej i Bykowni, a jego aktywiści pomagali przy czyszczeniu tego drugiego.

Na wszystko to nakładają się działania bardziej wymierne, mniej widoczne w mediach. Przykładowo, azowcy aktywnie współpracują z proukraińsko nastawioną częścią polskiego ruchu nacjonalistycznego, skupioną m.in. wokół miesięcznika „Szturm”. Współpraca ta nie bierze się z nieracjonalnej sympatii azowców do Polski. Przyczyny są głębsze, ideologiczne.

Ruch Azowski głosi bowiem konieczność budowy sojuszu państw Europy Środkowo-Wschodniej, który umożliwiłby narodom regionu skuteczne oparcie się zakusom tak Moskwy, jak i Berlina. Na Ukrainie najczęściej nazywa się tę koncepcję Blokiem Bałtycko-Czarnomorskim, choć upowszechnia się także znana nam dobrze nazwa Międzymorza. (…)

Z czego bierze się taka wolta w poglądach ukraińskich nacjonalistów na stosunki ukraińsko-polskie? Znajdą się tacy, którzy na siłę dopatrywać się będą tu spisku. Niektóre teorie na ten temat są nawet całkiem silnie rozwinięte.

Przykładowo, w pewnych środowiskach już od 1990 roku krąży tzw. „Uchwała krajowego prowidu OUN”, wedle której ukraińscy nacjonaliści dążą do realizacji swoich niecnych planów poprzez zbałamucenie polskiego społeczeństwa. Nikt nigdy w wiarygodny sposób nie wykazał autentyczności tego „źródła”, a w momencie jego rzekomego wydania nie istniała nawet instytucja o tej nazwie…

Może warto jednak założyć, że zwrot w poglądach ukraińskich nacjonalistów wziął się o prostu z wyciągnięcia najbardziej oczywistych wniosków z sytuacji na arenie międzynarodowej? Ukraina ma dziś jednego wroga – Rosję. Z Polską nie wiąże dziś Ukraińców konflikt strategicznych interesów, a wręcz przeciwnie, mamy dziś wiele wspólnych celów na arenie międzynarodowej.

To już nie dwudziestolecie międzywojenne i nie II wojna światowa, kiedy dziesiątki tysięcy kilometrów kwadratowych były zamieszkiwane jednocześnie przez Polaków i Ukraińców. Pozostał spór o historię – z pewnością trudny, ale chyba możliwy do przezwyciężenia. I w tym kierunku idzie nowoczesna ukraińska refleksja geopolityczna.

Postulaty budowy bloku Międzymorza znajdziemy w mediach Prawego Sektora – Ihor Zahrebelny, swego czasu główny ideolog ruchu, od dawna aktywnie włącza się w popularyzację idei sojuszu państw pomiędzy Bałtykiem a Morzem Czarnym. Zahrebelny jasno opowiada się także za zbliżeniem polskiej i ukraińskiej narracji historycznej w oparciu o odwołania do I Rzeczypospolitej, którą przecież aktywnie współtworzyli także przodkowie dzisiejszych Ukraińców.

I zauważmy, że to też jest pewna nowość w publicystyce ukraińskich nacjonalistów, niegdyś na Polskę patrzących jedynie w kategoriach historycznego zaborcy. W myśl rozważań Zahrebelnego, oparte na takim wspólnym micie Międzymorze winno być również ostoją tradycyjnych wartości – przeciw liberalnemu Zachodowi i postsowieckiej Rosji.

Podobne poglądy głoszą nawet przedstawiciele UNA-UNSO, której działacze dwie dekady temu skuwali polskie napisy na Cmentarzu Orląt. W 2012 roku Anatol Szołudko, jeden z liderów partii, stwierdził wręcz, że „jedno słowiańskie państwo mogłoby zrównoważyć wpływy Niemiec i Rosji”, mając na myśli unię polsko-ukraińską.

Dziś Szołudko mieszka w Polsce i aktywnie działa na rzecz zbliżenia narodów, m.in. popularyzując dziedzictwo atamana Semena Petlury. Nawet mająca na koncie antypolskie akcje Swoboda oficjalnie opowiada się dziś za sojuszem z Polską i budową Bloku Bałtycko-Czarnomorskiego, choć przyznać należy, że zachowanie wielu jej działaczy nie sprzyja budowie klimatu zbliżenia polsko-ukraińskiego. Z drugiej strony, znamienne jest to, że (jak wspomniano wyżej) działaniom takim sprzeciwiają się często aktywiści Ruchu Azowskiego.

Cały artykuł Mariusza Pateya i Jakuba Siemiątkowskiego pt. „Propolski ukraiński nacjonalizm?” można przeczytać na s. 13 czerwcowego „Kuriera Wnet” nr 36/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Mariusza Pateya i Jakuba Siemiątkowskiego pt. „Propolski ukraiński nacjonalizm?” na s. 13 czerwcowego „Kuriera Wnet” nr 36/2017, wnet.webbook.pl

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook