Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Obóz „na Przemysłowej” w Łodzi – niemieckie więzienie dla polskich dzieci. Działało od grudnia 1942 do stycznia 1945 r.

Apel w obozie na Przemysłowej | Fot. Archiwum Fotograficzne Stefana Bałuka, domena publiczna, Wikimedia.com

Większość więźniów to wojenne sieroty. Pretekstem do zsyłki mogło być wszystko: handel sznurówkami i harcerska dywersja – ale refrenem w aktach niemieckich przy każdym nazwisku jest „dziecko polskie”.

Jolanta Sowińska-Gogacz

Był to jedyny taki obóz na terenie zagarniętym przez III Rzeszę, gdzie długotrwale, bez żadnych win, wyroków i planowanych terminów zwolnień więziono najbardziej bezbronne ofiary II wojny światowej, odbierając im rodziców, domy, zdrowie, a nierzadko także życie, każąc pracować ponad dziecięce siły i stosując najokrutniejsze metody represji. Przetrzymywano w nim dzieci od niemowlęctwa do 16 lat. Po osiągnięciu górnej granicy wieku, małoletnich kierowano do lagrów dla dorosłych.

Nazwa obozu wzięła się od nazwy ulicy, którą dzieci spod plandek ciężarówek widziały po raz ostatni – Przemysłową, przecinając Bracką, niemieckie auta wjeżdżały za bramę obozu. Tam, na błotnistym placu, przed odebranym Polakom budynkiem komendantury (Przemysłowa 34), dzieci schodziły ze skrzyń ładunkowych, wpadając w otchłań tęsknoty i bólu.

Lager pełnił w sumie trzy funkcje. Był obozem koncentracyjnym, bo dzieci zebrano na zamkniętym obszarze bez możliwości obrony i wyjścia; był obozem śmierci, bo na różne sposoby doprowadzano do niepotrzebnych zgonów; był wreszcie obozem pracy. Dzieciom stworzono przeróżne warsztaty, w których urabiały sobie ręce na rzecz interesu Niemiec – szyły mundury, naprawiały buty zniszczone na wschodnim froncie, prały (związki ługowe i wrzątek niszczyły im kończyny), prostowały przemysłowe igły, same sobie równały teren tonowym walcem, tkały wkładki ze słomy, były dekarzami, ogrodnikami, kaletnikami. Miały wyznaczone normy i za ich niewyrabianie otrzymywały okrutne kary.(…)

Bez powodu były bite, karano je okropnym karcerem i zakazem pisania listów do rodziny. Po terenie lagru należało truchtać i przystawać w chwili obowiązkowego ukłonu przed esesmanem. Dzieci nie wiedziały, gdzie są – ze strachu, głodu i tęsknoty marniały i umierały. Do uciekinierów strzelano z wież strażniczych bez ostrzeżenia.

W obozie przebywało jednocześnie około tysiąca więźniów, chłopców i dziewczynek, z czego większość stanowili chłopcy. Po wyzwoleniu Łodzi znaleziono tam jeszcze ponad osiemset maluchów – wszyscy byli ciężko chorzy, a duża część niezdolna do samodzielnego opuszczenia baraku, w którym uciekający przed Sowietami Niemcy dzieci zamknęli. Dziś możemy jeszcze spotkać około trzydzieściorga Ocalałych. (…)

Do niedawna o łódzkim obozie „na Przemysłowej” wiedziało niewielu – wyniszczone fizycznie i pełne traumy dzieci nie wiedziały, jak swą historię opowiedzieć – brakowało słów, jakie miałyby moc przekazu tak trudnej historii. Poza tym, z wielu powodów, temat był wyciszany i pomijany. Dokumentacja prawie cała przepadła, więc nie ma materialnych dowodów na skalę tej zbrodni. To, co opowiadają Ocalali, można łatwo zdeprecjonować i po prostu im nie wierzyć. Sam teren obozu (między Bracką, Plater, Górniczą i murem nekropolii żydowskiej) jest obecnie zacisznym osiedlem, gdzie nie da się odnaleźć śladów tego strasznego, wojennego epizodu, a pomnik postawiony ku czci ofiar „Przemysłowej”, choć wielki i wymowny, nie zawsze właściwie jest kojarzony, bo stoi poza obrębem kacetu.

Cały artykuł Jolanty Sowińskiej-Gogacz pt. „Obóz „na Przemysłowej” – niemieckie więzienie dla polskich dzieci” znajduje się na s. 3 grudniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jolanty Sowińskiej-Gogacz pt. „Obóz „na Przemysłowej” na s. 3 grudniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook