Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

„Litwo, ojczyzno moja” – wzdychał wieszcz. Na słynne pytanie „Skąd Litwini wracali?” odpowiedziałby dzisiaj – „z baru”

W obrachunkach pijaństwa globalnego WHO zdegradowała Polskę na mało zaszczytne 20 miejsce. Francuzi w tym peletonie są na czwartym miejscu na świecie – 13,5 litra. Drudzy są Czesi, trzeci Irlandczycy.

Piotr Witt

Francuzi mówili, niektórym do dzisiaj to nie przeszło, „Ivre, comme un Polonais” – pijany jak Polak. Opinia niesprawdzalna bez statystyk międzynarodowych. W obrachunkach pijaństwa globalnego WHO zdegradowała Polskę na mało zaszczytne 20 miejsce. Wszystkie rekordy biją, a raczej piją, bracia Litwini – 17,5 l rocznie na głowę mieszkańca.

Odliczywszy abstynentów, część kobiet, osoby chore, starców i dzieci, jak również Tajnych Współpracowników, których spożycie jest nieco mniejsze, na jednego Litwina przypada pewnie ze 30 litrów. Ma się rozumieć, w przeliczeniu na alkohol czysty. Polacy konsumują równo połowę tej dawki – 8,7 l rocznie. (…)

W literaturze francuskiej stereotyp Polaków-pijaków pojawia się dopiero w końcu XIX wieku pod piórem poetów satyrycznych – Rudolfa Salisa (hymn Hydropatów) i Alfreda Jarry’ego (Ubu król). Jest to epoka przymierza francusko-rosyjskiego, kiedy ni stąd, ni z owąd figurę pijanego Kozaka, obecną stale w literaturze francuskiej, zastępuje Polak, pozbawiony własnej państwowości, więc bezbronny. „W Polsce, czyli nigdzie” umiejscawia akcję sztuki Jarry. Nie bez udziału zapewne propagandy rosyjskiej na podłożu osamotnienia politycznego Francji i związanego w nią wybuchu uczuć do Rosji, których nie zmieniła nawet późniejsza utrata kolosalnych pieniędzy (pożyczek rosyjskich). Pijany Kozak pojawił się w literaturze francuskiej po upadku Napoleona i po krótkim pobycie wojsk rosyjskich w Paryżu, a na stałe zagościł w epoce powstania listopadowego. Korespondenci gazet francuskich donosili wówczas z Warszawy, że podczas szturmu Pragi „żołnierze rosyjscy umierali z przepicia, zanim dopadli szańców i byli zadeptywani przez kolegów”. (…)

***

Przykład innych krajów poucza, że tam, gdzie sprywatyzowano kolejnictwo, pociągi jeżdżą fatalnie lub przestają istnieć. W najlepszym wypadku zastąpiły je, jak w Ameryce, znacznie wolniejsze samochody, które zatruwają atmosferę i przysparzają wypadków i wydatków. Zyski dostają się producentom, wydatki podatnikom. Gdyż fabryki samochodów są prywatne, ale szpitale opłaca społeczeństwo. Może dlatego Anglia, której już nie obowiązuje dyrektywa europejska, nakazująca konkurencję na kolei, obecnie z powrotem ją nacjonalizuje.

Strajkują funkcjonariusze, przeciwni zamiarowi prezydenta Macrona zlikwidowania 120 000 etatów we Francji. Ich argumenty są proste. Istnieją dziedziny, gdzie funkcjonariusze nie mają nic do roboty. Ale tych państwo nie ruszy z posad. Konsjerżki paryskie w kamienicach municypalnych nie sprzątają kamienic – od tego są przedsiębiorstwa sprzątaczy; nie zamiatają chodnika przed domem, nawet kiedy spadnie śnieg – od tego są inne służby miejskie, ani nie otwierają bramy lokatorom – od tego są zamki automatyczne. Za to wszystkie konsjerżki paryskie od czasów napoleońskiego ministra Fouche są tajnymi współpracownikami policji. Są nieocenionymi informatorkami, zwłaszcza dzisiaj, w epoce zagrożenia terrorystycznego. Że ten a ten nagle się zradykalizował – zapuścił wielką brodę, że drugiego widziała, jak wnosił do domu ciężkie paczki z napisem „Dynamit”. Trzeciego nie widzi się od dawna – może pojechał do Syrii, czwarty otacza się radykałami, a jego żona chodzi w futerale, czyli w nikabie.

Podobną rolę pełnią strażnicy parków. Praktycznie do ich obowiązków należy otwarcie parku i zamknięcie. Funkcjonariusze miejscy są opłacani z budżetu gminy, nie mają nic do roboty, chwalą mera, który im płaci, niczego nie żądając w zamian, stanowią więc jego rezerwuar wyborczy. Przy wyborach samorządowych mer może zawsze liczyć na 70 000 funkcjonariuszy paryskich. Można by kolosalne sumy, wydawane na konsjerżki, przekazać policji cierpiącej na chroniczne niedobory, ale spróbujcie ruszyć funkcjonariuszy miejskich istniejących od czasów Napoleona, a będziecie mieli jutro na bulwarze Saint-Germain 30 000 konsjerżek wrzeszczących o własnej krzywdzie przy czynnym poparciu mera i biernym Ministra SW.

Jest także druga grupa funkcjonariuszy – ci, co pracują. Jeżeli zmniejszy się ich liczbę o 120 000, to pozostali, już dzisiaj przepracowani, będą mieli odpowiednio więcej papierów do przerobienia. Przeciwko czemu strajkują.

„Kolejka dla wszystkich i pijany jak Litwin”, artykuł Piotra Witta, stałego felietonisty „Kuriera WNET”, obserwującego i komentującego bieżące wydarzenia z Paryża, można przeczytać w całości w czerwcowym „Kurierze WNET” nr 48/2018, s. 3 – „Wolna Europa”, wnet.webbook.pl.

Piotr Witt komentuje rzeczywistość w każdą środę w Poranku WNET na falach na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Piotra Witta pt. „Kolejka dla wszystkich i pijany jak Litwin” na s. 3 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook