Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Katalonia przed wyborami do parlamentu: 29% Katalończyków za bezwzględną niepodległością, 46% za pozostaniem w Hiszpanii

Gmach parlamentu Katalonii | Fot. Xavier Vázquez, domena publiczna, Wikipedia

Carles Puigdemont zwrócił się do UE z pytaniem, dlaczego ta zajmuje się problemami państw takich jak Polska i Węgry i udaje, że nie widzi łamania podstawych wolności obywatelskich na Płw. Iberyjskim.

Joanna Kowalkowska

Podczas tegorocznej wrześniowej kampanii antyreferendalnej internauci przypomnieli szefowi rządu [Mariano Rajoy’owi] o tym, jak dekadę temu „nie mógł pojąć, jak partia rządząca (PSOE) może nie przystać na propozycję popartą przez rzesze Katalończyków” i o tym, jak „łatwo jest słuchać głosu obywateli”.

Konflikt na linii Barcelona–Madryt nie jest nowością, jednak tym razem przybrał nieco inny obrót. W listopadowym wywiadzie dla belgijskiego dziennika „Le Soir” odwołany premier Katalonii Carles Puigdemont wyjaśnił, że eskalacja konfliktu, jaką cała Europa bacznie obserwuje od dwóch miesięcy, jest wynikiem wyroku Trybunału Konstytucyjnego w Madrycie z 2010 r., w którym organ uznał za niekonstytucyjną część artykułów Statutu Autonomii Katalonii przyjętych w 2006 r.

Zdaniem byłego szefa Generalitat, to chęć stłumienia katalońskiego rządu przez rząd w Madrycie spowodowała wzrost popularności niepodległościowców. W ciągu ostatnich 7 lat ich liczba w katalońskim rządzie wzrosła 5-krotnie – w 2010 r. stanowili jedynie 14-osobową grupę, podczas gdy w wyborach parlamentarnych w 2015 r. zdobyli 72 miejsca w 135-mandatowej izbie. (…)

Nierzadko mieszkańcy Katalonii popierający secesję motywują swoje przekonania niechęcią wobec przestarzałej w ich opinii hiszpańskiej monarchii i utrzymywania rodziny królewskiej, która na przestrzeni ostatnich lat była uwikłana w skandale korupcyjne oraz której zarzucano niegospodarność w czasach kryzysu gospodarczego, który z ogromną siłą uderzył w Hiszpanię w roku 2009.

Nie dziwi upór, z jakim Madryt bronił się przed plebiscytem, który miał być wiążący i najprawdopodobniej zakończyłby się utratą najbogatszego i jednego z najbardziej rozwiniętego przemysłowo regionu Hiszpanii. Z drugiej strony nieustępliwość katalońskiego rządu sprawiła, że centralne władze dopuściły się serii zaniedbań, które uderzyły w nie wizerunkowo, przedstawiając Europie separatystów jako naród uciśniony. Brutalne wtargnięcia podległych Madrytowi funkcjonariuszy policji do magazynów w celu zabezpieczenia kart i urn wyborczych, przemoc w stosunku do często nieagresywnych głosujących 1 października br. oraz aresztowania wysokich rangą urzędników katalońskiego rządu sprawiły jedynie, że we wrześniu i październiku kataloński ruch oporu zdecydowanie urósł w siłę. (…)

Podczas ostatniej wizyty w Katalonii premier Rajoy podkreślał, że tegoroczne wybory do katalońskiego Parlamentu 21 grudnia (21-D) będą wiążące i jeśli tylko nie nastąpią zdarzenia uniemożliwiające sprawiedliwe i transparentne przeprowadzenie głosowania, wyniki zostaną w pełni zaakceptowane przez władze w Madrycie. Oznacza to zatem, że jeśli wybory ponownie wygrają niepodległościowcy, stolica będzie musiała przyjąć mandat, który Katalończycy dadzą im do przeprowadzenia reform. (…)

Szybko okazało się, że konflikt na linii Barcelona–Madryt nie jest wewnętrznym problemem Królestwa Hiszpanii i nie pozostanie obojętny dla stabilności całej Europy. Katalońscy separatyści jeszcze przed nielegalnym październikowym referendum zwracali się do unijnych polityków z prośbą o reakcję na przemoc, jakiej dopuszczali się funkcjonariusze służb bezpieczeństwa podlegli władzom w Madrycie. Funkcjonariuszom Straży Obywatelskiej (Guardia Civil) zarzucano m.in. bezprawne wtargnięcia do lokali wyborczych oraz naciski wobec urzędników odwołanego w październiku katalońskiego rządu na czele z Carlesem Puigdemontem. (…)

Brytyjski tygodnik „Financial Times” wyjaśnia, że unijne władze nie spieszą się z reakcją, dlatego że Wspólnota Europejska nie jest przygotowana „ani politycznie, ani intelektualnie” na tak daleko zakrojony konflikt polityczno-społeczny w jednym z dużych krajów europejskich.

Tym samym sytuacja rzutuje na „własny obraz UE jako gwaranta spokoju i stabilności w Europie”, a niechęć europejskich przywódców do publicznego osądu nad stronami impasu pogłębia kryzys. Brak zdecydowanych kroków może być też wynikiem strachu przed pobudzeniem separatystycznych zapędów w kolejnych krajach członkowskich – Belgii, Włoszech czy nawet Polsce.

(…) Zainspirowani kilkuletnią walką Katalończyków oraz Szkotów Włosi z separatystycznej Ligii Północnej przeprowadzili 22 października br. referendum ws. autonomii Lombardii i Wenecji Euganejskiej. Jednocześnie na antenie lizbońskiego radia lider andaluzyjskich separatystów Pedro Altamirano zapowiedział, że 4 grudnia br. ogłosi niepodległość Andaluzji, południowej części Portugalii oraz części Maroka i tym samym ma nadzieję przywrócić do życia dawne imperium.

Cały artykuł Joanny Kowalkowskiej pt. „Katalońsko-hiszpańska gra o tron” znajduje się na s. 7 grudniowego „Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Joanny Kowalkowskiej pt. „Katalońsko-hiszpańska gra o tron” na s. 7 grudniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook