Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Globalni gracze – wizjonerzy meblują nam świat przy pomocy całej czeredy pomagierów, niegdyś zwanych renegatami

Fot. SoHome Jacaranda Lilau (CC A-S 3.0), Wikipedia

Poprawność polityczna pozbawiła nas słowa „renegat”. Słowo to byłoby niezwykle użyteczne w naszej sytuacji, gdy działania na szkodę Polski są intratne bez porównania bardziej niż praca na jej rzecz.

Jan Martini

 

Filmy Perła w koronieSól ziemi czarnej K. Kuca ukazywały złożoność Śląska i poszerzały wiedzę o dzielnicy, która była dla reszty Polski niezwykle istotna. Niestety, w III RP coś dziwnego porobiło się ze znanym reżyserem – zmienił nazwisko na bardziej europejskie (poczuł zew krwi germańskiej?) i obecnie, już jako Kutz, stał się duchowym przywódcą separatystów śląskich.

Nasuwa się pytanie, kiedy reżyser był prawdziwy – czy za komuny, gdy tworzył filmy o polskości Śląska, czy obecnie? Czy jest możliwa aż tak głęboka przemiana świadomości artysty?

Reżyser nie tworzy już filmów i zajął się pisaniem felietonów do organu Ruchu Autonomii Śląska pt. „Ślunski Cajtung”.

Lektura jego tekstów może przyprawić czytelnika o szok. Reżyser ubolewa, że w wyniku Traktatu Wersalskiego „przyłączono Śląsk do Azji”. Czy Poznań to Azja? Urodził się tu Hindenburg – niewątpliwy Europejczyk. A Lwów to też Azja? Wprawdzie tramwaje uruchomiono dokładnie w tym samym roku, co na Śląsku (1894), ale opera lwowska powstała znacznie wcześniej.

W tym samym felietonie autor nie szczędzi kąśliwych uwag o Polakach, którzy wspominają z nostalgią „skrzyp furtki dworku na Wołyniu”. Polski senator nie ma dla tych wypędzonych empatii. Czy na współczucie zasługują tylko Niemcy śląscy?

(…) Swoiste pojmowanie śląskiego multikulturalizmu z pomniejszaniem czynnika polskiego budzi nasze opory, ale interpretacja dwudziestowiecznej historii jest już dla nas szokująca i przykra. Śląscy separatyści powstania śląskie traktują jako wojnę domową, w której niemieccy patrioci zmuszeni byli odpierać agresję polskich szowinistów. (…)

Przykro nam słuchać, jak gość o nazwisku Gorzelik mówi, że nie jest Polakiem (nawet drugiego sortu!). Również nie jest Polakiem poseł o nazwisku Bartodziej (takie archaiczne nazwiska można spotkać tylko na Śląsku). Niemiec etniczny Bartodziej, reprezentujący w sejmie mniejszość niemiecką, znalazł się na ujawnionej w 1992 roku „liście Macierewicza”.

Biorąc pod uwagę działania Sikorskiego, Kutz i Gorzelik to tylko drobne kucyki. (…)

Chyba w ramach zapowiadanego odejścia od polityki „jagiellońskiej” nastąpiła faktyczna likwidacja prasy polonijnej na wschodzie wskutek zmiany zasad finansowania. Sikorski zapraszał Rosję do NATO, postulował zniesienie wiz dla jej obywateli, a jako miłośnik euroregionów otworzył mały (150 km!) ruch graniczny dla obwodu Kaliningradzkiego, dziwnie pokrywający się z obszarem dawnych Prus Wschodnich.

Ponadto zorganizował odprawę polskich ambasadorów z Ławrowem – długoletnim szefem rezydentury KGB w USA, pobłogosławił pojednanie polskiego Kościoła z Cerkwią rosyjską (tekst odczytano w kościołach, w cerkwiach nie), złożył słynny „hołd berliński”, w którym wezwał Niemcy, aby wzięły w swoje ręce los Europy. Ale największym osiągnięciem dyplomaty było storpedowanie budowy tarczy antyrakietowej (mimo wynegocjowania przez Waszczykowskiego wszystkich warunków). Był to ważny krok w kierunku „wyprowadzenia” USA z Europy.

Natychmiast po katastrofie smoleńskiej minister Sikorski ogłaszał wszem i wobec opinię o błędzie pilotów, dodając, że „samolot uległ zniszczeniu, ale NIE BYŁO WYBUCHU”. Osobiście oglądałem takie wystąpienie w CNN wkrótce po wydarzeniu.

(…) Lider Ruchu Autonomii Śląska zapowiedział, że do 2020 roku Śląsk uzyska autonomię. Powiedział on też coś bardziej złowrogiego – że później spod władzy Warszawy wyzwolą się inne regiony kraju. Powinniśmy poważnie traktować przywódcę RAŚ, gdyż dr Gorzelik sam tego nie wymyślił – przez niego przemawiają Reżyserzy historii.

Na początku lat 90. jeden szemrany Kaszub postulował autonomię Pomorza (z własną walutą i armią!), co mu otworzyło ścieżkę kariery aż do „prezydenta” Europy włącznie.

Cały artykuł Jana Martiniego pt. „Kutz i inne kucyki” można przeczytać na s. 4 czerwcowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 36/2017, wnet.webbook.pl.


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Martiniego pt. „Kutz i inne kucyki” na s. 4 czerwcowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 36/2017, wnet.webbook.pl

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook