Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Bolszewicki przewrót 1917 roku – wielki mit w świetle faktów / Mirosław Grudzień, „Wielkopolski Kurier WNET” 42/2017

Fot. Yakov Vladimirovich Steinberg, domena publiczna, Wikipedia

Większość sił broniących pałacu udała się do domu, jeszcze zanim rozpoczął się atak. Jedyną rzeczywistą szkodą wyrządzoną carskiej rezydencji był odłupany gzyms i stłuczona szyba na trzecim piętrze.

Mirosław Grudzień

Bolszewicki przewrót październikowy 1917 roku – wielki mit w świetle faktów

Mit o „Wielkim Październiku”

My widim gorod Pietrograd
W siemnadcatom godu.
Bieżit matros, bieżit sołdat,
Strieliajut na chodu.

Raboczij taszczit pulemiot,
Siejczas on wstupit w boj.
Wisit płakat: DOŁOJ GOSPOD!
POMIESZCZIKOW DOŁOJ!

Gdy byłem uczniem podstawówki, na lekcjach rosyjskiego uczono nas takiego wierszyka o „Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej” w Rosji 1917 roku. Jako aktorów tego wydarzenia pokazywano w nim marynarza, żołnierza i jakiegoś dźwigającego ciężki karabin maszynowy robotnika, „który zaraz rozpocznie walkę”…

Jednym słowem − wierszyk sugerował jakąś wielką zadymę, zamieszanie, bieg, strzały – wtedy, dnia 25 października (7 listopada) na ulicach ówczesnej rosyjskiej stolicy, znanej poprzednio pod niemiecką nazwą Sankt-Pietierburg, po polsku: Petersburg. Tuż przed I wojną światową na fali nastrojów antyniemieckich nazwę te zmieniono na czysto rosyjską Pietrograd (Piotrogród).

Tymczasem… jak pisze brytyjski historyk Orlando Figes − większość mieszkańców stolicy tego wiekopomnego przewrotu w ogóle NIE ZAUWAŻYŁA. Były otwarte restauracje, sklepy, teatry i kina, „normalnie kursowały tramwaje i taksówki, po Newskim Prospekcie tłumy przechadzały się jak zawsze”… Żadnych barykad, walk ulicznych, pozamykanych na głucho okien… czego moglibyśmy oczekiwać po ogarniętym rewolucją mieście.

„Dmuchał jak zawsze wiatrami październik (…) / Idą kronsztadcy na Zimowy (…) / Zimowemu się nie ostać / przed szturmem / kronsztadzkich”. Tak opiewał obalenie rosyjskiego rewolucyjnego Rządu Tymczasowego bolszewicki (znakomity zresztą) poeta Władimir Majakowski. W czasach mojej młodości te wersy widniały na okolicznościowych tablicach szkolnych i były wygłaszane przez recytatorów podczas obowiązkowych akademii rocznicowych, organizowanych dla wyrażenia hołdu Rewolucji Październikowej – jednemu z najbardziej tragicznych w skutkach faktów w historii Rosji, Polski, Europy i świata.

Karmiono nas wtedy także obrazami przestawiającymi jakieś uzbrojone tłumy pod czerwonymi sztandarami, łuny i ogniste tory pocisków – a na tle pomroczniałego nieba „złowrogi” symbol przeklętej burżuazji, dawny carski Pałac Zimowy, w danym momencie siedziba Rządu Tymczasowego Rosji. Sceneria iście piekielna, jak przystało na rodzaj bezreligijnego Armagedonu, którym miała być ta rewolucja, starcie bolszewickich sił dobra ze złymi siłami starego świata.

Jednym słowem, sugerowano prawdziwą bitwę w tonacji heroicznej. Jej bohaterami mieli być dzielni zrewoltowani marynarze Floty Bałtyckiej z bazy marynarki wojennej w Kronsztadzie. Dodawano tu też żołnierzy i robotników. Ci ostatni mieli symbolizować znany z Międzynarodówki „wyklęty lud ziemi”, wies’ mir gołodnych i rabow (jak głosi jej rosyjska wersja). Do takich obrazów dołączano propagandowy film „Październik” (Oktiabr’) utalentowanego sowieckiego reżysera Siergieja Ajziensztiejna (lub Eisensteina, jak kto woli). Do dziś pamiętam z tego filmu obraz osamotnionego, groteskowo-demonicznego premiera Kierenskiego, którego w tym filmie, jak i w oficjalnej bolszewickiej propagandzie posądzano dążenie do osobistej dyktatury i knucie wojskowego puczu. Dzisiaj wiemy, że to był świadomie sfabrykowany mit, jedna z największych mistyfikacji XX wieku.

Nie podawano wtedy, że ten paskudny Rząd Tymczasowy, wyłoniony po obaleniu cara w „rewolucji lutowej”, był wtedy reprezentacją koalicji stronnictw sił demokratycznych, między innymi socjalistycznych − wchodzili doń m.in. dawni rewolucyjni towarzysze broni bolszewików, socjaldemokraci-mienszewicy i socjaliści-rewolucjoniści (eserowcy). Sam szef rządu Aleksander Kierenski był właśnie eserowcem.

A głodujących wtedy jeszcze, mimo toczącej się wojny, nie było. Obrazy wielu, bardzo wielu umierających z głodu ludzi można było zaobserwować dopiero po objęciu władzy przez bolszewików.

Tajemnicze kulisy przewrotu

Mały człowiek (…) rzekł:
− Gdzie człowiek mądry ukryje liść?
A ten drugi odpowiedział:
− W lesie.
(G.K. Chesterton, tł. M.G.)

Pamiętam też czytankę w podręczniku do języka rosyjskiego, jak to wódz proletariatu Lenin bohatersko ukrywał się nad jeziorem Razliw przed tymże Rządem Tymczasowym, który chciał go okrutnie aresztować i postawić przed sądem. Za co? Tego już nam nie mówiono. Pewnie po prostu dlatego, że ten rząd był taki z natury złowrogi… To i czynił złe rzeczy, bo niegodziwości były mu po prostu lube. Cóż tu wyjaśniać?

Dopiero w wiele lat później, i to z oficjalnych komunistycznych publikacji dowiedziałem się, że wydano wtedy nakaz aresztowania Lenina pod zarzutem agenturalnej działalności na rzecz Niemiec, państwa wrogiego, toczącego podówczas z Rosją krwawą wojnę. Wiedziano bowiem, że w kwietniu tegoż roku Lenin z grupą swoich rosyjskich towarzyszy-rewolucjonistów został starannie przetransportowany przez całe Niemcy aż do portu promowego na wyspie Rugii koleją, w słynnym „zaplombowanym wagonie”, pod troskliwą opieką oficerów niemieckiego Sztabu Generalnego.

Rządowi znane też były finansowe powiązania Lenina i jego bolszewickiej wierchuszki z podejrzanym niemieckim (wcześniej rosyjskim) obywatelem, socjalistą-biznesmenem Parvusem, działającym wtedy na terytorium Danii i podejrzewanym (słusznie) o to, że jest współpracownikiem niemieckiego wywiadu. Wielki wódz bolszewików był więc poszukiwany nie jako groźny wyraziciel woli mas, lecz jako postać zhańbiona, ktoś w rodzaju Judasza − ten, który zainkasował niemieckie srebrniki za wycofanie Rosji z wojny, wprowadzenie jej w stan chaosu i zawarcie z Niemcami korzystnego dla nich pokoju. Poświadczają to znane obecnie dokumenty ówczesnych władz Cesarstwa Niemieckiego.

Ale to już – pozwolę sobie tutaj sparafrazować Kiplinga − odrębna historia.

Co ciekawe, rozprawę przeciwko Leninowi z oskarżenia publicznego przygotowywano na koniec października − licząc według obowiązującego wówczas w Rosji kalendarza juliańskiego; według naszego gregoriańskiego kalendarza byłby to listopad. Do tej rozprawy nigdy nie doszło. Przeszkodził… wybuch zbrojnego bolszewickiego przewrotu, który usunął Rząd Tymczasowy i samo oskarżenie Lenina o agenturalność skazał na zapomnienie na długie dziesięciolecia.

W przeddzień

Skąd wzięli się żołnierze wśród uczestników przewrotu?

Żołnierze garnizonu piotrogrodzkiego, w porównaniu ze swoimi kolegami na froncie, żyli sobie wygodnie i wręcz bosko, spędzali czas na bezpiecznym próżnowaniu… i na nieustannym wiecowaniu. Prowadzona przez Rząd Tymczasowy demokratyzacja armii kompletnie oduczyła tych „obrońców ojczyzny” respektu dla jakiejkolwiek dyscypliny i hierarchii wojskowej − po prostu ich krańcowo zdemoralizowała i rozzuchwaliła.

Zamiast kadry oficerskiej wojskiem rządziły wybieralne sowiety dieputatow – „rady delegatów”. Premier Kierenski chciał się pozbyć tego niebezpiecznego, nieobliczalnego elementu i wysłać na front, w ogień prawdziwej walki. To wywołało przerażenie i bunt. Większość obecnych w Piotrogrodzie żołnierzy wypowiedziała po prostu posłuszeństwo dowództwu armii i zadeklarowała podporządkowanie piotrogrodzkiemu Komitetowi Wojskowo-Rewolucyjnemu, w nadziei, że uchroni ich to przed władzą socjalistycznej (i o wiele bardziej popularnej) partii eserowców. Komitet miał rzekomo służyć Radzie Piotrogrodzkiej do ochrony przed ewentualnymi próbami kontrrewolucji (którymi straszyli bolszewicy).

W istocie był to jednak to organ stricte bolszewicki, przygotowujący starannie zaplanowany, zbrojny pucz przeciwko rządowi − na oczach wszystkich, ale, co dziwne… w tajemnicy − nawet przed Radą Piotrogrodzką, współkolegami-eserowcami i wieloma członkami Komitetu Centralnego własnej, bolszewickiej partii.

Kierował nim swoisty – w tej chwili już właściwie niezależny od jakiegokolwiek wyższego autorytetu poza nieobecnym Leninem − triumwirat: Lew Trocki (wł. Bronsztiejn), Władimir Antonow (wł. Owsiejenko) oraz lider marynarzy Floty Bałtyckiej Pawieł Dybienko.

21 października KWR ogłosił swoją władzę nad garnizonem Piotrogrodu. 23 października rozszerzył zasięg swej władzy na Twierdzę Pietropawłowską, której działa wychodziły na Pałac Zimowy. Rząd Tymczasowy stracił rzeczywistą wojskową kontrolę nad stolicą dwa dni przed rozpoczęciem zbrojnego powstania – konstatuje Figes. Od tej pory nominalnie rządzący Rosją premier i jego ministrowie byli praktycznie bezbronni.

Zwykły, jesienny dzień

„Punkt kulminacyjny powstania przeszedł zasadniczo niezauważony” − pisze wspomniany już O. Figes. I przytacza wspomnienie naocznego świadka, który powracał wtedy pieszo do domu w odległości niespełna stu metrów od Pałacu Zimowego, około godziny 23.00, gdy bolszewicy szykowali się do ostatecznego natarcia na Pałac Zimowy. „Ulica świeciła pustkami − wspominał ten świadek, W. Awierbach. − Noc była cicha, miasto zdawało się wymarłe. Słyszeliśmy echo własnych kroków na chodniku”.

Głowa i koordynator przewrotu − był nim wtedy właśnie Lew Trocki − zaangażował do tego celu ogółem ok. 25 000–30 000 ludzi, ochotniczej robotniczej Czerwonej Gwardii, zrewoltowanych marynarzy i żołnierzy − czyli 5% wszystkich robotników i żołnierzy w Piotrogrodzie. Według Figesa wieczorem 25 października na placu Pałacowym kręciło się prawdopodobnie od 10 000 do 15 000 ludzi. Jednak nie wszyscy brali czynny udział w „szturmowaniu” Pałacu Zimowego.

„Nieliczne zachowane fotografie z październikowych wydarzeń wyraźnie pokazują skromne siły powstańcze. Widać na nich garstkę czerwonogwardzistów i marynarzy stojących na opustoszałych ulicach” – pisze wspomniany historyk.

A tymczasem… Czerwona Gwardia ustawiła blokady na licznych piotrogrodzkich mostach i patrolowała ulice opancerzonymi samochodami − tzw. broniewikami. Zajęła lokalne posterunki policji. Od rana przejęto kontrolę nad dworcami kolejowymi, pocztą i telegrafem, bankiem państwowym, centralą telefoniczną oraz stacją elektryczną. Rebelianci mieli więc kontrolę nad niemal całym miastem z wyjątkiem strefy centralnej wokół Pałacu Zimowego i placu św. Izaaka. Zamknięci wewnątrz Pałacu Zimowego ministrowie Kiereńskiego nie mieli nawet kontroli nad własnymi telefonami i prądem.

KWR spodziewał się ukończenia operacji zbrojnej przed południem. O godzinie 10 rano Lenin, który do tej pory ukrywał się i wrócił w przebraniu do Instytutu Smolnego (sztabu przewrotu), kończył już pisać manifest „Do obywateli Rosji”, ogłaszający obalenie Rządu Tymczasowego.

Przebieg puczu napotkał jednak na nieoczekiwane przeszkody. KWR stracił kontrolę nad harmonogramem przewrotu. Po pierwsze, spóźnili się marynarze – chyba najbardziej zdziczali, ale i najbardziej bojowi z puczystów.

Sygnałem do ataku miało być wciągnięcie na maszt twierdzy czerwonej latarni, która w tym przypadku nie oznaczała wezwania do rozpusty, lecz do „bohaterskiego” ataku na Pałac Zimowy. Latarnia zaginęła. Bolszewicki komisarz Błagonrawow zaczął jej szukać, wpadł po ciemku w błotniste bagienko. Jakąś lampę (nie czerwoną) znalazł, ale nie dało się jej wciągnąć na maszt, rebelianci nie otrzymali więc sygnału świetlnego.

Akustycznym preludium miały być z kolei salwy ciężkich dział polowych z Twierdzy Pietropawłowskiej, lecz w ostatnim momencie stwierdzono, że… są to zardzewiałe egzemplarze muzealne, z których strzelać się nie da. Przyciągnięto działa zastępcze, ale okazało się, że nie ma do nich odpowiednich pocisków. Ostatecznie dopiero o godzinie 18.50 KWR doręczył ultimatum do Pałacu Zimowego, żądając poddania się Rządu Tymczasowego.

Premiera już wtedy w Pałacu nie było, opuścił Piotrogród, udając się na poszukiwanie jakichś wiernych, względnie bojowych i zdyscyplinowanych oddziałów, które zechciałyby stanąć w obronie rządu.

Tymczasem w Pałacu inżynier Pałczynski, któremu powierzono obronę, nie mógł znaleźć choćby planu budynku ani nikogo, kto znałby jego topografię, wskutek czego jedne z bocznych drzwi pozostały niestrzeżone i bolszewiccy szpiedzy mogli swobodnie zakraść się do środka.

W tym krytycznym momencie do obrony rządu − poza dotychczasową garstką żołnierzy − dołączyły dwie kompanie kozaków, niewielka liczba młodych junkrów (podchorążych) z akademii wojskowych oraz 200 kobiet-żołnierek ze szturmowego Batalionu Śmierci. W sumie około 3000 żołnierzy.

O 21.40 dano wreszcie sygnał i z krążownika ,,Aurora” wystrzelono ślepe naboje. Huk był potężny, kobiety-żołnierki zaczęły wpadać w histerię… duch obrońców upadał. Po krótkiej przerwie na łaskawą ewakuację tych, którzy chcieliby opuścić Pałac, dowództwo puczystów nakazało prawdziwy ostrzał artyleryjski z Twierdzy Pietropawłowskiej, z „Aurory” i z placu Pałacowego. Większość pocisków wystrzelonych z twierdzy wylądowała w Newie, nie wyrządzając żadnych szkód.

„Legendarny »szturm« na Pałac Zimowy, w którym trwała ostatnia sesja gabinetu Kierenskiego, bardziej przypominał zastosowanie rutynowego aresztu domowego, jako że większość sił broniących pałacu udała się już do domu, głodna i zniechęcona, jeszcze zanim rozpoczął się atak. Jedyną rzeczywistą szkodą wyrządzoną carskiej rezydencji był odłupany gzyms i stłuczona szyba na trzecim piętrze” – pisze wspomniany historyk.

Gdy obrońcy zaniechali obrony i do Pałacu weszli bolszewiccy rebelianci, zobaczyli ministrów, którzy leżeli teraz wyciągnięci na kanapach albo garbili się w fotelach, oczekując końca. W momencie wejścia puczystów zerwali się z miejsc i − z jakiegoś osobliwego powodu − chwycili za płaszcze.

Owsiejenko-„Antonow” oznajmił: „Wszyscy jesteście aresztowani” – i… sprawdził listę obecności. Wiadomość o nieobecności Kierenskiego zdenerwowała napastników, jeden z nich krzyknął, że trzeba zakłuć sk…synów bagnetami. Aresztowanych zaprowadzono na piechotę do Twierdzy Pietropawłowskiej, której więźniami mieli zostać. Po drodze bolszewicka eksporta obroniła ich przed próbami linczu.

„Rejonowi komisarze policji, pytani w pierwszym tygodniu listopada, czy w październiku doszło do jakichś masowych ruchów zbrojnych, wszyscy bez wyjątku odpowiedzieli, że nic podobnego. »Na ulicach był spokój«, odparł szef policji dzielnicy Ochtyńskiej. »Ulice były opustoszałe«, dodawał komendant III Dystryktu Spasskiego”.

„Upajający” smak zwycięstwa

Po zdobyciu Pałacu Zimowego napastnicy „odkryli jedną z największych znanych piwnic winnych. W kolejnych dniach zniknęły stamtąd dziesiątki tysięcy wiekowych butelek. Bolszewiccy robotnicy i żołnierze raczyli się (…) ulubionym winem ostatniego z carów, wyprzedając wódkę tłumom na ulicach. Pijany motłoch demolował wszystko, co tylko napotkał na swojej drodze. (…) Marynarze i żołnierze krążyli po zamożnych dzielnicach, rabując mieszkania i zabijając ludzi dla rozrywki. Każda dobrze ubrana osoba stawała się oczywistym celem ataków (…). Nowe bolszewickie władze próbowały to powstrzymać, niszcząc zapasy alkoholu. Wypompowywali wino na ulicę – ale tłumy zbierały się i piły je prosto z rynsztoka”…

A inne „bohaterskie sukcesy”? Pisze o tym inny historyk Edward Radziński w swojej znanej biografii Stalina.

Bolszewicy tej nocy zwyciężyli kobiety − wspominała Maria Boczarnikowa, starszy kapral batalionu kobiecego. – „Kobiety też aresztowano i tylko dzięki pułkowi grenadierów nie zostałyśmy zgwałcone. Zabrano nam broń. (…) Była tylko jedna zabita. Zginie jednak wiele z nas, gdy bezbronne będziemy wracać do domów. Pijani żołnierze i marynarze łapali nas, gwałcili i wyrzucali na ulicę z najwyższych pięter kamienic”.

Antychrześcijańskie ostrze mitu

Późniejsza bolszewicka propaganda, a właściwie „czerwona religia” według pomysłu niejakiego Anatola Łunaczarskiego – na miejsce właściwej historycznej relacji z przebiegu tych wydarzeń stworzyła coś w rodzaju antychrześcijańskiej mitologii.

Nie zapomniano przy tym o wszelkich okultystycznych, nawet „lucyferycznych” akcentach. Wszak nazwa „Aurora” oznacza zorzę poranną, jutrzenkę, a właściwie Jutrzenkę – postać starożytnej mitologii. W Biblii upadły archanioł nazwany jest „Synem Jutrzenki” − łacińscy tłumacze Biblii przełożyli to, jak wiadomo, na Lucifer – „Niosący Światło”.

Bolszewicka rewolucja zaś miała przecież przynieść światło nadziei oraz racjonalnej, „naukowej” wizji rozwoju ludzkości – no i zarazem zgnieść reakcyjne „ciemne przesądy” starego porządku.

Czy te uderzające, symboliczne zbieżności to czysty przypadek?

Nadużywana później w sowieckiej propagandzie symbolika światła postępu pokonującego ciemność, te wszystkie wschodzące słońca w sowieckich godłach mają rodowód niewątpliwie wolnomularski. O innych − okultystycznych, nawet satanistycznych źródłach ideologii bolszewickiej, o ich demonicznej „mistyce” przelanej krwi, o gnostycznych i pogańskich nawiązaniach sowieckiej propagandy, symboliki i obrzędowości wiele napisano. Ten wątek wykraczałby jednak poza zamierzone ramy niniejszego artykułu. Może warto tu przypomnieć jedynie niepozorny, ale wymowny szczegół.

Orlando Figes podaje: Miejsce, w którym stał na kotwicy krążownik „Aurora”, znajdowało się przy malutkiej kapliczce obok mostu Mikołajewskiego. Kilka lat później bolszewicy zniszczyli kapliczkę, robiąc na jej miejscu miejski wychodek.

Niezamierzony czarny humor i ironia historii: w swoim antychrześcijańskim szale nowi władcy uznali, że do symboliki miejsca rozpoczęcia wiekopomnej Rewolucji Październikowej lepiej niż akcesoria „starej” religii będzie pasowało… ludzkie gówno.

I tak oto nadeszły dni nowej władzy, która jak zmora wisiała nad ludami dawnej Rosji i połowy Europy do 1991 roku, kiedy to Komunistyczna Partia Związku Sowieckiego definitywnie zeszła ze sceny.

Artykuł Mirosława Grudnia pt. „Bolszewicki przewrót październikowy 1917 roku – wielki mit w świetle faktów” znajduje się na s. 5 grudniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Mirosława Grudnia pt. „Bolszewicki przewrót październikowy 1917 roku – wielki mit w świetle faktów” na s. 5 grudniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook