Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Autentyczna relacja z pierwszych dni powstania wielkopolskiego. Poznań oczami Niemca. Dokument z Biblioteki Kórnickiej

Fot. Radomil (CC A-S 3.0, Wikipedia)

Oficer niemiecki, próbując wyjaśnić w raporcie zagubienie pieniędzy pułkowych, przedstawia wiele ciekawych informacji dotyczących sytuacji w Poznaniu w pierwszych dniach powstania wielkopolskiego.

Łukasz Jastrząb

26 XII wieczorem, około godz. 8-mej do Poznania przybył Polak, Ignacy Paderewski, z kilkoma oficerami Ententy i został przyjęty przez ludność polską pochodem z pochodniami, rozciągającym się od dworca aż do Hotelu Bazar (w którym P. się zatrzymał). Ulice prowadzące z dworca do Bazaru już po południu były silnie obsadzone. Po obu ich stronach ustawiły się polskie dzieci szkolne i członkowie stowarzyszeń. Paderewskiego i oficerów Ententy przewieziono ulicami czwórką koni wśród burzliwego entuzjazmu Polaków. Przez cały dzień miasto było ozdobione polskimi chorągwiami; pod wieczór ukazały się nawet francuskie, angielskie i amerykańskie chorągwie u okien i balkonów Polaków.

27 XII przed południem odbyły się wielkie owacje Polaków przed Bazarem w Poznaniu. Dzieci szkolne i dorośli, stowarzyszenia itd., cała polska ludność klęczała przed tym domem, opowiadano nawet, że Polacy całowali ziemię i czcili Paderewskiego jako oswobodziciela Polski i Prezydenta nowej Republiki Polskiej. Z orkiestrą, śpiewając polskie pieśni, obchodzili następnie ulice Poznania.

Wściekłość Niemców została wywołana nie tylko z powodu wywieszenia nieprzyjacielskich chorągwi, ale także złośliwego zachowania Polaków w stosunku do Niemców; i tak np. żaden obywatel niemiecki nie mógł się pokazać na ulicy, nie doznawszy czynnych napaści, często spychany z chodnika. Niemcy chodzili po mieście z zaciśniętymi pięściami. (…)

Przybywszy do Prezydium Policji zobaczyliśmy, że na placu Wilhelma potyczka bojowa była już w toku. Jak do tego doszło, nie zostało wyjaśnione. Prawdopodobnie nastąpiło zderzenie Niemców z Polakami, odbyła się wymiana strzałów i z tego rozwinęła się potyczka. Ustawiliśmy się przy Prezydium Policji z trzema karabinami maszynowymi i wzięliśmy w ogień Polaków, którzy chcieli nas atakować. Polaków było około 500 ludzi, nas tylko około 40. Podchodzili luźnymi grupami poza kolumnami i narożnikami domów, odrzwiami itd. Na skutek naszego ognia mieli, jak to później stwierdzono, 18 zabitych i wielu rannych [Według najnowszych badań w Poznaniu zginęło lub zmarło z ran pięć osób, z czego okoliczności zgonu jednego z nich – Franciszka Jaśkiewicza, są trudne do ustalenia (źródła podają, że zaginął lub zginął); przyp. ŁJ]. Potyczka trwała mniej więcej 1/2–1 godziny, w przybliżeniu od 5 do 6-tej po południu, potem Polacy chcieli z nami pertraktować. Pierwszym postulatem było żądanie, abym natychmiast się oddalił, ponieważ nie należałem do siły zbrojnej 20 Pułku Artylerii Polnej, odszedłem więc nie zaczepiany. Jak słyszałem, pogodzili się następnie w ten sposób, że obie strony złożyły swoją amunicję w Prezydium Policji i odmaszerowały. W innych częściach miasta strzelanina trwała nadal. Między godz. 8-mą a 9-tą w mieście panował spokój. O godz. 9-tej rozpoczęła się gwałtowna walka przed Zamkiem, obsadzonym przez Polaków. Kto brał udział po stronie niemieckiej w tej strzelaninie, nie jest mi wiadome. Około godz. 10.30 nastąpił znowu spokój. Pojedyncze strzały padały jednakże jeszcze w ciągu całej nocy. Polacy tymczasem obsadzili wszystkie ulice i gmachy publiczne. (…)

Od przewodniczącego Rady Robotników i Żołnierzy w Poznaniu, z którym byłem w areszcie, słyszałem, że 27 po południu, gdy rozpoczęła się strzelanina, przedstawiciele Polskiej Rady Ludowej i oficerowie Ententy pojechali do generalnej komendantury, aby pertraktować z generalnym komendantem.

Określono jako oburzające, że Niemcy zdzierali francuskie, angielskie i amerykańskie chorągwie. Na to szef sztabu generalnego, ekscelencja v. Schimmelpfennig, miał oświadczyć: „Jesteśmy jeszcze w Prusach”, na co polscy przedstawiciele i oficerowie Ententy odeszli ze słowami: „W takim razie nie warto dalej pertraktować”.

Na ulicach Poznania zrywa się niemieckim żołnierzom kokardy z czapek i na każdym narożniku poszukuje się u nich broni. Poznań jest całkowicie w rękach Polaków.

Jak Polacy otwarcie przyznają, planowany był polski zamach w nocy z 27 na 28, który przy użyciu siły zbrojnej miał wydać Poznań w ich ręce, tymczasem stało się to wcześniej na skutek strzelaniny po południu 27. Polacy uzbrojeni są po same zęby. Na wszystkich narożnikach i publicznych budynkach poustawiali karabiny maszynowe. W ciągu dnia przejeżdżają ulicami ciężarowe samochody z wbudowanymi karabinami maszynowymi. Natomiast wojska niemieckie przyjechały do Poznania z Zachodnich Niemiec z pustymi rękoma, rozbrojone. Poszczególne kompanie wartownicze i bataliony posiadają bardzo niewiele broni.

Polacy chodzą po Poznaniu w niemieckich szarych mundurach, jako odznakę noszą na niemieckiej czapce polskiego orła i polską kokardę, a na lewym ramieniu mają białą opaskę z polskim napisem „Polska Straż Ludowa”.

Cały artykuł Łukasza Jastrzębia pt. „Wybuch powstania wielkopolskiego w Poznaniu” znajduje się na s. 6 czerwcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi oraz dodatek specjalny z okazji 9 rocznicy powstania Radia WNET, czyli 44 strony dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Łukasza Jastrzębia pt. „Wybuch powstania wielkopolskiego w Poznaniu” na s. 6 czerwcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 48/2018, wnet.webbook.pl

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook