Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Modlitwie na froncie często towarzyszy huk wystrzałów i eksplozji – Paweł Bobołowicz z Marjinki koło Doniecka

Wielkanoc, gdzieś na froncie we wschodniej Ukrainie. Fot. Paweł Bobołowicz

Wielu mieszkańców Donbasu powtarza opinie rosyjskiej propagandy i z nadzieją patrzy na Putina – nasz korespondent relacjonuje obserwacje z pobytu w strefie frontowej

Paweł Bobołowicz, korespondent Radia WNET na Ukrainie, był przez kilka świątecznych dni (chodzi o święta wschodnich chrześcijan) w przyfrontowej strefie niedaleko Doniecka. W relacji dla Radia WNET mówił jak wygląda życie żołnierzy i mieszkańców miejsca gdzie toczy się niekończąca wojna

Ojciec Siergiej Dmitriev (Valerija Dmitrieva-Moskvitina) kierownik Eleos-Ukraina i kapelan niezależny, w czasie Świąt Wielkanocnych na ukraińskie pozycje wojskowe jeździ nie tylko z modlitwą, ale też z darami świątecznymi, które mają przypomnieć żołnierzom o normalnym życiu w ich domach i rodzinnych świętach. Modlitwie na froncie często towarzyszy huk wystrzałów i eksplozji.

Marjinka to miejscowość położona na przedmieściach Doniecka, punkcie kontrolnym dzielącym Donbas na zajęty i należący do Ukrainy. Pozycje separatystów położone są w niej czasem zaledwie 100 metrów od ostatnich punktów ukraińskiej obrony. Obrzeża miasta cały czas narażone są na ostrzał snajperów i pomimo, że o wiele rzadziej niż rok temu, to jednak stałym elementem jest huk eksplozji.

Miasto jest ostrzeliwane z moździerzy, a ostatniej nocy strzelano również z granatników. I właściwie nie ma pewności, że nagle gdzieś nie spadnie zabłąkany, albo celowo wystrzelony pocisk.

Mimo wszystko w miejscowości, w której do wojny mieszkało 10 tys osób, toczy się życie, które na pierwszy rzut zdaje się być normalne. Po ulicach biegają dzieci, normalnie funkcjonują szkoły, sklepy czy domy kultury.  Wiele budynków zostało odremontowanych po najgorszych walkach w 2014 i 15 roku. W oknach szkół wciąż jednak są ułożone worki z piaskiem, a niektóre nowe okna mają ślady przestrzelania.

Mieszkańcy podobnie jak w innych przyfrontowych miastach, w których przebywałem, mówią, że nie chcą wyjeżdżać, bo nie mają dokąd, nie stać ich na to, w Marjince mają swój dom, majątek (najczęściej bardzo skromny) który jednak gromadzili całe życie.

Wielu z nich to górnicy. Kopalnie stoją praktycznie w samym mieście, ale większość z nich nie pracuje. Nie działają też , kiedyś ważne, zakłady produkujące opony i mleczarnia. Podstawowym miejscem gdzie ludzie mogą liczyć na zarabianie jest sfera budżetowa.

Stałym widokiem na ulicach są ukraińscy żołnierze. Niektóre z wojskowych posterunków są w bezpośrednim sąsiedztwie domów zamieszkałych przez cywili. Ludzie bowiem mieszkają nawet na pierwszej linii frontu.

Wielu moich rozmówców nie ukrywało swojej niechęci do ukraińskiej armii i władz w Kijowie. Jednocześnie neutralnie albo wprost życzliwie odnosząc się do tzw. Donieckiej Republiki Ludowej. Szczególnie dobrze wypowiadają się o Rosji i Putinie.

Argumenty moich rozmówców w pełni pokrywały się z propagandą telewizji tzw. separatystów i kanałów rosyjskich, które jako jedyne są tam dostępne. Głównym założeniem tej propagandy jest obciążanie odpowiedzialnością za konflikt władz w Kijowie, podkreślanie niezbędności rozmów z udziałem Rosji i władz tzw ludowych republik. Na poziomie wielkiej polityki mieszkańcy uważają, że są ofiarą stosunku Ameryki wobec Rosji.

 

 

 

 

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook