Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Ukraiński grób w Hruszowicach. Polityka pamięci IPN czy polityka łajdactwa i fałszerstwa? / Mariusz Cysewski

Fot. Nowiny 24 plus

Instytut Pamięci Narodowej z chwilą, gdy zniszczenie grobów zaczął nazywać „demontażem pomnika”, stoczył się (dla mnie) moralnie na poziom Dziennika Telewizyjnego z czasów stanu wojennego.

Powszechnie pytają mnie nawet zorientowani znajomi, czy aby na pewno ukraiński grób na cmentarzu w Hruszowicach był grobem, a nie pomnikiem; i skąd to wiem? Oczywiście wiedza z pierwszej ręki dla mnie, zwykłego zjadacza chleba, dostępna nie jest; ale jak z pobojowiskiem w Smoleńsku – każdy może patrzeć, myśleć i wyciągać wnioski.

Po pierwsze, na cmentarzach w Polsce zazwyczaj znajdują się groby, a nie pomniki (pomniki też; ale rzadziej).

Po drugie, fragmenty zniszczonego nagrobka sprawcy zrzucili na płyty nagrobne z napisami – płyty nagrobne też zniszczyli i skądinąd dlatego właśnie mówimy o zniszczeniu grobu, a nie tylko nagrobka (wg sprawców – „pomnika”).

Po trzecie, obok zniszczonego grobu jakaś ostatnia chyba na tym cmentarzu chrześcijańska ręka postawiła niewielki krzyż. Moim zdaniem ze zdjęć wynika, że krzyż postawił ktoś ze sprawców, choć to oczywiście tylko domysł. Któregoś ruszyło sumienie?
Dla chrześcijan symbolika krzyża ma znaczenie daleko wykraczające poza ramy tego skromnego tekstu. Krzyż zapowiada też zwycięstwo nad złem i zbawienie. Krzyża nie stawiamy w miejscu przypadkowym. Okoliczności od 1 do 3 każdy może sprawdzić na fotografiach i filmach, które zrobili i opublikowali sami sprawcy.

Demontaż pomnika UPA | Fot. Nowiny 24 plus

Po czwarte, grób grobem nazywają organizacje ukraińskie.

I po piąte: pamiętamy, że agentura Rosji i polscy „wypędzeni” długo i jeszcze przed dewastacją prawili, że pomnik to, a nie grób, bo nie są tam pochowani ludzie.

I oto w tej sprawie spektakularnego moim zdaniem samozaorania dokonał IPN oświadczeniem, że właśnie po to grób został zniszczony (wg IPN: „zdemontowany został pomnik”), by sprawdzić, czy są pod nim szczątki ludzkie; bo jeśli są, to wtedy owszem, czemu nie – nagrobek jakiś można tam postawić: „Strona polska niejednokrotnie podkreślała w korespondencji z ukraińskimi partnerami, że obiekt istniejący na cmentarzu w Hruszowicach od 1994 r. powinien zostać rozebrany, aby można było przeprowadzić prace archeologiczne, mające na celu potwierdzenie istnienia pochówków szczątków ludzkich, o czym informowali nas przedstawiciele ukraińskiej mniejszości w Polsce. W razie potwierdzenia wystąpienia szczątków pod pomnikiem, mogiła zostałaby urządzona przez Międzyresortową Komisję we współpracy ze stroną polską i podlegałaby ochronie prawnej ze strony Państwa Polskiego. Nadal podtrzymujemy swoje stanowisko w tej kwestii i gotowi tu jesteśmy pomóc stronie ukraińskiej” (Komunikat [z 28 kwietnia 2017 r.] Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu wobec Oświadczenia… Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej z 27 kwietnia 2017”).

Idiotyzm takiej postawy wręcz trudno komentować. Po to niszczą grób, by sprawdzić, czy to grób? Gdzie sens?

Instytut Pamięci Narodowej z chwilą, gdy zniszczenie grobów zaczął nazywać „demontażem pomnika”, stoczył się (dla mnie) moralnie na poziom Dziennika Telewizyjnego z czasów stanu wojennego. Całkowicie na własne życzenie. O ile wiem, nic też nie wskazuje na to, by miał jakąś uprzednią wiedzę o planowanej dewastacji; nie wiadomo więc właściwie, po co pakował się w tę antypolską prowokację.

IPN wydał setki publikacji na doskonałym poziomie akademickim, z bibliografiami, przypisami, rzetelnych i uczciwych… Był punktem odniesienia nie tylko dla Polaków, ale i badaczy zagranicznych, w tym Ukraińców. Poważna i nobliwa instytucja. Wszystko to runęło – a w pamięć zapadnie obraz instytucji uwikłanej w groteskową manipulację, zachwalanie barbarzyństwa, kierowanej przez ludzi w amoku. Przez oszalałych endeków. Smutne. Z tego, co słyszałem, nawet profesor Szwagrzyk też opowiada o jakimś „pomniku”… Sic transit gloria mundi.

W odpowiedzi na akt barbarzyństwa w Hruszowicach Ukraina zawiesiła proces tzw. legalizacji polskich miejsc pochówku na Ukrainie. „Legalizacja” to proces składania/wydawania wniosków o zezwolenia na upamiętnienie miejsc pochówku, stawianie nagrobków czy pomników.

Grób ukraiński w Hruszowicach rzeczywiście był „nielegalny”, bez „legalizacji”, gdyż nie było wymaganego zezwolenia ze strony polskich władz lokalnych; przeciągały one sprawę od lat. Ale w identycznej sytuacji są groby polskie na Ukrainie – przy czym na jeden grób ukraiński w Polsce przypada dziesięć polskich na Ukrainie. Jeśli do kogoś nie przemawia argument zasadniczy: nie niszczymy grobów – to może przejmie się tym, że zniszczenie jednego ukraińskiego grobu może odbić się na dziesięciu polskich grobach na Ukrainie?

Żartuję. Sprawcy dewastacji w Hruszowicach doskonale wiedzieli, że zaszkodzą Polsce głównie, jeśli nie wyłącznie.

Oprócz zawieszenia procesu legalizacji na swoim terytorium, Ukraina zażądała przywrócenia grobu w Hruszowicach do pierwotnego stanu i ukarania sprawców. Trudno się dziwić albo te żądania mieć Ukrainie za złe. Punkt widzenia nie zależy od punktu siedzenia, kasy, klasy czy rasy, czy języka; niszczenie grobów ja też mam za niedopuszczalne, a miejsce sprawców, jak ci z Hruszowic, jest za kratami.

Ba!… niszczenie grobów jako niedopuszczalne deklarują sami sprawcy i przecież po to bredzą dziś o „demontażu pomnika” – a nie zniszczeniu grobu. Prawda nie przejdzie im przez gardło.

Jak widać, podstawą utrzymywania w stanie obłąkania „tłumu zbydlęciałego pod twych rządów knutem”, vel „polskiej polityki historycznej” wobec Ukrainy stało się kłamstwo, oszustwo, manipulacja terminologiczna. W formie tak czystej, jak rzadko. Podmiana dosłownie dwu słów; może nawet tylko jednego.

Gdy w przyszłości ktoś zechce przeciąć spiralę nienawiści, pewnie zastanowi się: przez kogo to wszystko? Od czego wszystko się zaczęło?

A od nazwania grobów pomnikami.

Mariusz Cysewski

 

Zobacz także:


 

Republikanie komentują

  1. Nie wiem czy Autor jest niespełna rozumu czy tylko opłaconym przez kogoś draniem. IPN wyraźnie stwierdził że – jego zdaniem – jest to pomnik, nie grób. Gdyby jednak twierdzenia apologetów UPA okazały się prawdą, szczątki ludzkie zostaną pochowane zgodnie z procedurą uzgodniona oficjalnie między państwami.
    Cóż można dodać ?
    Tylko zaapelować do redaktora Skowrońskiego aby w NASZYM radio wprowadził radę słuchaczy która będzie miała uprawnienia takich nierzetelnych tekściarzy jak Mariusz Cysewski WYKREŚLIĆ z możliwości publikowania na rzetelnym portalu Radia Wnet.

  2. Zdemontowano „pomnik chwały UPA „,ludobojczej wobec Polaków zbrodniczej organizacji. Grobów ukraińskich nikt nie tknal! !Oszczerstwa sorosowego jewroidioty-autora wobec bohaterskich i bezinteresownych polskich narodowcow powinny być ukarane! !

  3. Smutne, że taki tekst ukazuje się we Wnecie. Nierzetelny, emocjonalny, stronniczy. Zanim autor nazwie kogoś łajdakiem, byłoby dobrze gdyby ustalił jaka istotnie jest prawda, ponieważ sam przyznaje, że jej nie zna: czy obiekt stał nad mogiłą. Nawet jeśli przyjęlibyśmy niezwykle wymagające założenie, czysto laboratoryjne, że banderowcy byliby postaciami o ugruntowanej wiarygodności, to nawet wówczas ten tekst byłby nierzetelny, ponieważ w braku obiektywnych danych zmierza do stanowczych konkluzji opierając się jedynie na stanowisku jednej strony. Pomijając natomiast to modelowe założenie, odpychająca jest ta gotowość do dania posłuchu powszechnie znanym manipulatorom i negacjonistom wołyńskim typu Wiatrowycz z jednoczesną odmową jakiegokolwiek zaufania stronie polskiej. Tych samych sztuczek ima się nie kto inny jak Rosja – do której autor chciałby zredukować wszelkich krytyków – gdy broni sowieckich pomników. Zdumiewa napastliwość z jaką szanowny autor rzuca się na zaangażowanych w rozbiórkę, skoro nie znamy wypowiedzi tegoż autora na temat moralnej oceny utrzymywanej przez władze ukraińskie sytuacji ze szczątkami dziesiątków tysięcy ludzi spoczywającymi byle gdzie w dołach śmierci, w warunkach urągających wszelkim zasadom chrześcijańskim, cywilizowanym. Jeśli, szczątki ofiar ludobójstwa byłyby uporządkowane i godnie pochowane w poświęconej ziemi, to może uznałbym, że szanowny autor może pozwolić sobie na wymaganie większej wrażliwości ze strony polskiej. W przeciwnym razie, ten tekst jest bezczelną, w sumie odstręczającą hucpą. To bezczelne odwoływanie się do banderowskiego szantażu: jak nie odbudujemy tego pięknego-inaczej upamiętnienia, to nie pozwolimy wam uporządkować grobów ofiar banderowskiego ludobójstwa. Przyjmij do wiadomości szanowny autorze, że naszym ofiarom nie zrobi już specjalnej różnicy czy poczekają w tych dołach rok czy 10 jeszcze. Utrzymując ten stan banderowcy sami o sobie dają najlepsze świadectwo, co do ich manier i intencji wobec nas. W sumie, cały tekst jest oparty na kłamliwym założeniu symetrii jaką powinniśmy przyjąć z banderowską barbarią. Ta symetria stanowi fundament ukraińskiej polityki wobec Polski: wzajemne, w sumie porównywalne winy, wzajemne przeprosiny, wzajemne wybaczenie. Otóż, ktoś kto kupuje ten język jest właśnie łajdakiem, bo nie tylko polska racja stanu ale wszelka obiektywna etyczna ocena sytuacji prowadzi do wniosku, że symetrii win między nami a banderowcami nie ma. Ba, nawet zdumiewające jest, że polskich akcji odwetowych było tak mało a w ich trakcie nie pastwiono się nad ofiarami nawet w sposób daleko zbliżony do tego co wyprawiała ta dzicz, której hersztów dziś za Bugiem wynosi się na piedestały. Polska nic nie musi, Polska poradzi sobie bez Ukrainy, o wiele łatwiej niż Ukraina bez Polski. Polska i tak ma wspólną granicę z Rosją. A w razie kłopotów, Ukraina nie jest i nie będzie żadnym wiarygodnym sojusznikiem Polski, nawet w straciu z Rosją, ponieważ Ukraina NIGDY nie była wiarygodnym polskim sojusznikiem, a jej obecne zachowanie, jedynie upewnia to przekonanie. Wykorzysta ona pierwszą okazję by wsadzić Polsce nóż w plecy. Zostawmy politykę. By podsumować, żenujące jest jak można wykazywać się takim zaangażowaniem w obronie racji apologetów banderowskich band, bo nie wojska – nic się nie wydarzyło by tak kwitować dorobek tej ruchawki – i w sumie bezbożników, których obecnie ichnia galicyjska cerkiew, bardziej już narodowa niż katolicka, podnosi do rangi jakichś już świątków, nieledwie ultimorum defensorum fidei. A sięgnij, że natchniony autorze po „Dwa królestwa” św. biskupa greckokatolickiego Grzegorza Chomyszyna i stamtąd zaczerpnij inspiracje do moralnych kazań wyprowadzanych z etki chrześcijańskiej. Skomentuj knajackie metody zwalczania publikacji tej książki i flekowania księdza, który cudem do jej wydania doprowadził. Że oni mówią, że bandy UPA mają dla nich wymiar przede wszystkim antyrosyjski, to czy nas w ogóle obchodzi ich ocena w tej sprawie? Jeśli w to wierzą, że ofiary tych bandytów są mniej istotne od domniemanych przewag w bojach z Sowietem, to czy my mamy przyjmować ich perspektywę? Hola! SS i Gestapo i Wehrmacht też byli głównie antyrosyjscy. Co to w ogóle jest, jeszcze w Polsce, za argument? Że walczyli z Sowietami, no toż kanclerz Adolf też wojował, i z o wiele większym skutkiem….

  4. Żeby uprawiać obiektywne dziennikarstwo, trzeba mieć dystans do znajomych i przyjaciół z państwa, które się opisuje. Elementarna ale trudna zasada, konieczna do zachowania dystansu, samodzielności i rzetelności w opisie sytuacji. W przeciwnym razie kończy się jako zakładnik grup towarzyskich ulegając w większym czy mniejszym stopniu presji z ich strony. Poza jakimś chorym romantyzmem, urojonym kompleksem winy, jest to trzeci poważny czynnik, który uniemożliwia dziennikarzom polskim i tabunowi tzw. ekspertów do spraw wschodnich rzetelne wykonywanie ich obowiązków.


Facebook