Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Plusy Dodatnie i Plusy Ujemne – ocena dwóch lat rządu Beaty Szydło i programu Prawa i Sprawiedliwości / Jan Kowalski

Fot. 3dman_eu (CC0, Pixabay)

Wszystko się udało, tylko niektóre sprawy trochę mniej. Przedstawię najpierw sprawy, które ewidentnie Rządowi się udały. A później wymienię plusy ujemne, czyli te rzeczy, które udały się trochę mniej.

Nie mogłem znaleźć bardziej trafnego tytułu dla tego tekstu, jak przywołanie słów klasyka polskiej nowej mowy – Lecha Wałęsy. A wszystko po to, by w pełni oddać charakter wystąpienia prezesa Prawa i Sprawiedliwości w TVP, w rozmowie z propredaktorką Danutą Holecką. Bo trawestując słowa Prezesa: wszystko się udało, tylko niektóre sprawy trochę mniej. Ponieważ jak najbardziej jestem fanem tego rządu, nareszcie polskiego rządu w historii ostatnich 27 lat (o latach 1945–89 zapomnijmy), przedstawię najpierw sprawy, które ewidentnie Rządowi się udały. A dopiero później wymienię plusy ujemne, czyli te rzeczy, które udały się trochę mniej.

Plus dodatni 1. To oczywiście program 500+. Każde wykluczenie społeczne rodzi patologię i trwałą degenerację i dewastację społeczeństwa i narodu. Nie pozwalają na to, w dobrze rozumianym interesie własnym, żadne państwa rozwinięte gospodarczo i dużo bardziej wolnorynkowe od obecnej Polski. (Wystarczy sprawdzić, jak to jest we Wspaniałej Brytanii).

Plus dodatni 2. To obniżenie obowiązkowego wieku emerytalnego do poprzedniego progu, i to bez obowiązkowej eutanazji.

Plus dodatni 3. Bez niego nie udałyby się dwa pierwsze plusy. To oczywiście koniec z przyzwoleniem na okradanie Polski przez nieformalne, mafijne grupy interesów wywodzące się z komunizmu od 1983 roku, a potem przeflancowane do państwa Okrągłego Stołu. To wyeliminowanie systemowego złodziejstwa uczenie jest nazywane uszczelnianiem systemu finansowego, z głównym naciskiem na zwiększenie wpływów z podatku VAT.

Plus dodatni 4. To oczywiście gospodarczy sukces wicepremiera Morawieckiego w kwestiach repolonizacji gospodarki i reindustrializacji naszego kraju, czyli w skali makro.

Oprócz tych czterech plusów, Jarosław Kaczyński zapowiedział jeszcze program mieszkanie+, czyli zwolnienie Polaków z niewoli ciasnych mieszkanek i faktycznej niewoli bankowej. I podkreślił, że kluczem realizowanego programu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości jest sprawiedliwość społeczna dla wszystkich Polaków. A ambitne założenia bazowały na wiedzy o skali okradania naszego państwa przez przestępcze lobby.

Ze wszystkim, co powyżej, zgadzam się. Co jednak udało się nieco mniej? To według prezesa Kaczyńskiego za słabe tempo wprowadzania zmian: na przykład horrendalnie przeszacowanej cyfryzacji państwa, nieobniżenie kosztów budowy autostrad, niedokończenie reformy sądownictwa.

A co ze słynną rekonstrukcją rządu? Wygląda na to, po wypowiedzi Prezesa, że to był jeden wielki fake news, skonstruowany na użytek przykrycia rokowań z prezydentem Dudą o dwie zawetowane ustawy sądownicze. Wtrącone przez pana Kaczyńskiego enigmatyczne słowa o pewnych możliwych zmianach w rządzie spowodowanych zmienionymi okolicznościami mogą na to wskazywać. Może to oznaczać próbę odzyskania (tak, odzyskania!) przez Prezydenta wpływu na obsadę kiedyś prezydenckich resortów, czyli MON i MSZ. Najbliższy czas pokaże. Jestem jak najbardziej za, oczywiście do czasu przyjęcia w Polsce zupełnie nowej konstytucji, która pełnię władzy wykonawczej w Polsce odda właśnie prezydentowi.

Ponieważ jestem zdecydowanym przeciwnikiem złej zmiany, niekłamanym zwolennikiem dobrej zmiany, ale jeszcze bardziej zwolennikiem lepszej (a nawet najlepszej) zmiany, zajmę się teraz przez chwilę rzeczywistymi minusami.

Po pierwsze, ani na jotę rząd nie podjął próby rzeczywistej zmiany państwa polskiego w państwo obywatelskie. Żaden minister ani pani premier, ani wreszcie najważniejszy prezes nie napomknęli o próbie odbiurokratyzowania państwa.

Jako najwyższe osiągnięcie myśli społecznej Prawo i Sprawiedliwość zgłosiło niezbędność zaistnienia budżetu obywatelskiego w zarządzaniu budżetem gminy na poziomie od 0,5 do 1,0% (!). I to wszystko jak najbardziej poważnie. A przecież chyba 100% budżetu samorządu lokalnego powinno być we władaniu jego mieszkańców. Dodatkowa likwidacja okręgów jednomandatowych w gminach do 20 000 i zaprowadzenie proporcjonalności spowoduje kompletne upartyjnienie naszego państwa. Żadna niezależna jednostka już nie będzie miała prawa zaistnieć społecznie w osobie skromnego radnego nawet na poziomie najmniejszej gminy. A co z sołtysami? – zapytam złośliwie.

To dlatego nie jestem bezkrytycznym fanem dobrej zmiany. Bo ona w zasadzie opiera się na jednej prostej konkluzji: wystarczy nie kraść. Nie sposób się nie zgodzić, że jest to warunek konieczny do zarządzania nie tylko państwem, ale najmniejszą nawet firmą lub wręcz domostwem. Jednak spełnienie tego warunku nie wystarczy do osiągnięcia sukcesu w żadnej z wyżej wymienionych sfer aktywności.

Potrzeba jeszcze co najmniej dwóch, równie podstawowych. Po pierwsze, trzeba mieć pomysł na sukces w oparciu o przyrodzone zasoby materialne i ludzkie. Po drugie, trzeba umieć minimalizować koszty, a zatem oszczędzać tak, żeby więcej zarabiać niż wydawać.

Jak na razie, Prawo i Sprawiedliwość realizuje w prawie 100% punkt pierwszy: wystarczy nie kraść. W 50% realizuje punkt drugi, ponieważ wdraża reformę polskiej gospodarki z wykorzystaniem jedynie potencjału państwa, czyli skali makro. Zupełnie lekceważy potencjał przedsiębiorców prywatnych, tworzących 50% PKB i zatrudniających ponad 70% wszystkich pracowników, czyli skali mikro. Ta od roku słynna konstytucja dla biznesu to oczywisty żart, a jedyna dobra zmiana to ta, że chłopcy z WSI nie będą mogli każdego niewygodnego przedsiębiorcy zniszczyć lub „wykupić”. (Oczywiście jako przedsiębiorca też się cieszę).

Natomiast trzeci element konieczny do osiągnięcia sukcesu w wymiarze rodziny, firmy i państwa jest w ogóle nierealizowany. 0% na plus i 100% na minus tego rządu i tworzącej go koncepcji politycznej. Nie ma znaczenia, czy roczne dochody państwa wynoszą 100, 150 czy 300 miliardów złotych, skoro w każdym przypadku więcej, coraz więcej wydajemy. I zadłużamy się z roku na rok. Tylko w tym roku zadłużymy się w najlepszym przypadku o kolejne 35–40 miliardów złotych.

A zatem dobrą zmianę od lepszej dzieli, jak wykazałem, powyżej jedynie 1,5 punktu na 3 możliwe. To nie jest mało. Od złej zmiany dzieliły nas całe 3 punkty. Ale chyba nie można jeszcze ogłaszać sukcesu? Jakiekolwiek tąpnięcie na świecie, kilka lat gorszej koniunktury i dobra zmiana rozwieje się jak miraż. A przypomnę: mamy obecnie najkorzystniejszą od wielu lat sytuację gospodarczą i najkorzystniejszą od wielu lat sytuację geopolityczną – amerykański parasol bezpieczeństwa. Żadna z tych rzeczy nie będzie trwać wiecznie. Przy tak korzystnym otoczeniu naszego państwa musimy sięgnąć do naszych narodowych rezerw indywidualnej przedsiębiorczości. Musimy również zlikwidować niepotrzebne koszty zarządzania państwem (precz z biurokracją!).

To właśnie biurokracja – nikomu niepotrzebne koszty – o której nikt z naszych światłych przywódców nawet się nie zająknie, uniemożliwia pełną realizację rozwoju gospodarczego Polski. Bo dla samego uzasadnienia swojego istnienia musi ona tworzyć coraz to nowe i zbędne regulacje, niszczące potencjał polskiej indywidualnej przedsiębiorczości.

Na koniec, cóż, w jedności z Jarosławem Kaczyńskim cieszę się z tego, że w piłce nożnej znaleźliśmy się w pierwszym koszyku. Przypomnę tylko, że kaprysy statystyki to sprawiły, bo w poniedziałek dostaliśmy lanie od Meksyku, drużyny gorszej od nas statystycznie o 10 pozycji. I to u siebie. Jak będzie na mistrzostwach w Rosji, dopiero się okaże, kibicować reprezentacji będę w każdej sytuacji. A odchodząc od piłki nożnej w kierunku polityki, przypomnę – nie tylko Jarosławowi Kaczyńskiemu – że już kiedyś gospodarczo byliśmy przecież w pierwszym koszyku. Za Edwarda Gierka. W chwilę później na półkach sklepowych zabrakło nawet papieru toaletowego. Pozostał tylko ocet jako symbol upadku gospodarki i państwa polskiego.

Jan Kowalski

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook