Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Chwieje się gmach polityki ekonomicznej Emmanuela Macrona i jego ministra gospodarki

fot. Luiza Komorowska/Radio Wnet

Minister napiętnował „amatorszczyznę tych, którzy wprowadzili tę taksę”. Ówczesny sekretarz generalny, który zajmował się opodatkowaniem przedsiębiorstw, nazywał się… Emmanuel Macron.

Odpowiedzialnymi za dekadencję francuskiej gospodarki mieli być polski hydraulik i polski szofer. Pracownicy oddelegowani kłusują bowiem na francuskim rynku zatrudnienia i odbierają pracę francuskiemu robotnikowi. Oto przyczyna bezrobocia we Francji.

W jednej z moich Kronik w 2015 roku wyśmiałem te brednie. Uczyniłem to również w języku francuskim podczas spotkania publicznego z panem deputowanym europejskim, Bruno Le Maire’em. Jak pokazały jego późniejsze wypowiedzi, w sprawie szoferów nie zmienił on swojego stanowiska. Przeciwnie, nadymał swój balon z całych sił, chciał nim zalecieć daleko i wysoko. I stało się. Wylądował w fotelu ministra gospodarki. Prezydent Macron zakrzątnął się, żeby rozwinąć tezę o szkodliwości pracowników oddelegowanych. Powołał nawet konferencję europejską w tej sprawie.

Centrala związkowa powołana statutowo do ochrony praw pracowniczych, między innymi szoferów, wydała komunikat, stwierdzając oficjalnie, że polscy transportowcy nie mają żadnego wpływu na stan zatrudnienia szoferów francuskich. Balon ministra i prezydenta pękł. Najgorsze miało dopiero nadejść.

Miliarderzy mieli obiecane przez prezydenta Macrona, że ich majątków się nie ruszy. Niedarmo zrobili składkę na jego kampanię wyborczą. Tymczasem obecnie, po pół roku zaledwie, sytuacja przedstawia się jak w słynnej odpowiedzi Radia Erewań na temat rozdawania samochodów na placu Czerwonym w Moskwie.

Emmanuel Macron obiecał dodać wielkim spółkom prywatnym z budżetu państwa ok. 63 miliardów euro. A jak! Żeby rozhuśtać gospodarkę. Opodatkuje się biednych i emerytów, podwyższając podatek CSG. Ta powszechna kontrybucja socjalna została wprowadzona przed laty tymczasowo na rok i wynosiła 1 procent; nigdy nie została uchylona i obecnie wynosi 10 razy więcej i została podwyższona przez Macrona. Ktoś musi przecież zapłacić. Ujmie się studentom dodatki na mieszkanie, obetnie się biednym i starcom pomoc społeczną, mniej będzie się zwracać za leczenie i – zabraniając polskim szoferom ruchu na francuskich szosach, a polskim hydraulikom dłubania we francuskich kranach – jedno do drugiego, uzbiera się brakującą kwotę.

Okrutny cios przyszedł z dwóch stron naraz – od Unii Europejskiej i od francuskiej Rady Konstytucyjnej. 6 października Rada Konstytucyjna stwierdziła, że jeden z podatków był pobierany nielegalnie. Chodzi o trzyprocentową taksę od dochodów uzbieranych za granicą przez pracowników oddelegowanych. Uznała ją za nielegalną, antykonstytucyjną, ponieważ narusza równość przedsiębiorstw wobec podatków. Wcześniej Trybunał Europejski potępił ten podatek jako sprzeczny z prawem europejskim, gdyż szkodzi swobodnemu przepływowi kapitału.

Nielegalny podatek był pobierany od pięciu lat. Uzbierało się przez ten czas około 10 miliardów euro, które teraz będzie trzeba zwrócić wraz z odsetkami. Jeśli dobrze poskrobać, będzie to 15 miliardów. Kto za to odpowiada? Panika powstała na szczytach. Minister gospodarki, pozbawiony swoich chłopców do bicia – polskich szoferów i hydraulików – nie ma ochoty nadstawiać głowy ani innych części ciała ministerialnego sam.

Bruno Le Maire nazwał aferę skandalem stanu. Pieniądze mają być zapłacone jednorazowo. Aby załatać dziurę, minister gospodarki zwrócił się z apelem do trzystu najbogatszych przedsiębiorstw, tych, którym państwo miało dopłacić, aby w imię patriotyzmu zamiast brać, dali państwu miliardy na zapłacenie długu. Propozycja, jak się można domyślać, wprawiła w zachwyt najbogatszych przedsiębiorców i ich związek.

Minister napiętnował „amatorszczyznę tych, którzy wprowadzili tę taksę”. Taksę wprowadzono w 2012 roku. Ówczesny sekretarz generalny Pałacu Elizejskiego, który zajmował się opodatkowaniem przedsiębiorstw, nazywał się… Emmanuel Macron.

Projekt opodatkowania bogatych, aby opłacić zwrot opodatkowania innym niesłusznie opodatkowanym, ma ogromną szansę na to, że zostanie odrzucony przez Unię Europejską jako podatek równie nielegalny, jak poprzedni.

Piotr Witt z Paryża

Felietonu można posłuchać w części drugiej Poranka WNET z 8 listopada.

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook