Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Gorąca dyskusja w Poranku WNET – doktor Stanisław Karczewski kontra doktor rezydent Krzysztof Ostaszewski [VIDEO]


 

Republikanie komentują

  1. A ja serdecznie współczuję każdemu pacjentowi, któremu grozi kontakt z rezydentami. Sam doświadczyłem i nikomu nie życzę. Całe to towarzystwo jest zarozumiałe do granic wyobraźni, w własnym przekonaniu pojadło wszystkie rozumy, pacjent tylko przeszkadza w pracy i cały wysiłek skierowny tylko na jak najszybsze zrobienie specjalizacji (rozumianej jako zdanie egzaminu, a nie zdobycie wiedzy i umiejetności) i rozpoczęcie golenia kasy w prywatnych przychodniach. Na wszystko mają przyzwolenie starszych kolegów.
    Niestety dość regularnie odwiedzam bez własnej woli specjalistyczny szpital, i te mrożące krew w żyłach opowieści o lekarzach dyżurujących po kilka dób to jedna wielka me(R)dialna mistyfikacja. Ja na przykład dostępuję zaszczytu spotkania z lekarzem prowadzącym (niemiłe przewlekłe schorzenie) maksymalnie przez DWIE MINUTY podczas TRZYDNIOWEGO pobytu w szpitalu na bdaniach. Po stanowczej prośbie o rozmowę, spotkanie (przy wydaniu wypisu) jest przedłużone o minutę, w czasie której okazuje się, że pani doktor doktor pomyliła mnie z kimś zupełnie innym i chorym na coś zupełnie innego. I tak za każdym razem (3 razy w roku). Znajomi radzą pojechać na prywatną wizytę do jednej z trzech przychodni w której doktor doktor ZARABIA. 250 złotych za wizytę. Od 40 lat płacę składki zdrowotne. Ze „słuzby zdrowia” korzystam, niestety, 3 razy w roku od 2 lat…
    A rezydenci. Hmmm… używając bardzo nowoczesnego sprzętu diagnostycznego nie potrafią odóżnić komory od przedsionka i prawej od lewej. Ale robią nieprawdopodobnie mONdre miny, karcą pacjenta, że nie umie się ułożyć i wogóle…


Facebook