Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Paryż jest miastem bogatym. Mówić tak, to nie pamiętać, że od lat rządzą nim socjaliści

Fot.PAP/EPA/ETIENNE LAURENT

W dzisiejszym Poranku WNET nasz paryski korespondent po raz pierwszy po powrocie z Polski zrelacjonował sytuację we Francji, zgodnie z obietnicą złożoną słuchaczom na Jarmarku WNET.

Wszystko wydaje się być po staremu, a jednak jest trochę inne – wszystko tak samo, ale jeszcze bardziej, w jeszcze większym stopniu. Na przykład pobity został rekord korków, które wyniosły 546 kilometrów wokół stolicy.

W drodze na lotnisko autobus przejeżdża przez „byle jakie” przedmieścia, przez które ciągną się osady migrantów. Widzi się domy sklecone z tektury, kartonu, dykty, wyrwanych drzwi, starych łóżek. Gdzie podziewają się nieczystości, lepiej nie myśleć.

Z kolei droga powrotna do Paryża prowadzi przez najbogatsze przedmieścia miasta – ulice ocienione drzewami, pałacyki, rozległe ogrody, parki, domy sprzed I wojny światowej.

13 września w Limie w Peru Międzynarodowy Komitet Olimpijski powierzył Paryżowi organizację letnich igrzysk w 2024 roku. Paryżanie ze swej strony formułują pewne obawy. Paryż przy cenach 30 tys. euro za metr kwadratowy jest miastem bogatym. „Mówić tak, to nie pamiętać, że Paryżem od lat rządzą socjaliści”. Miasto jest zadłużone na 5 miliardów 160 milionów euro. Dług jest „zahipotekowany” na dochodach z czynszu wynajmu miejskich powierzchni na 50 lat z góry. 15 lat temu były pięć razu mniejsze. Paryżanie nie czują się już u siebie. Paryż przywłaszczyli sobie mondialiści.

Francja to nie tylko Paryż ze swymi przedmieściami, ale też Antyle, oddalone od stolicy o 14 godzin lotu samolotem. Nawiedził je kataklizm. „Na szczęście”, gdyż dzięki temu politycy i media przez kilka dni nie musieli sobie zaprzątać głowy problemami kontynentu. Jean-Luc Mélenchon obiecał prezydentowi Macronowi jeszcze większe tajfuny. Zagroził, że lud francuski pożąda reform i lubi reformy. Jednak za każdym razem, gdy sytuacja wymagała reform, lud ten urządza rewolucje.

„Jakże daleko od tych problemów byłem w Warszawie” – westchnął na koniec Piotr Witt i dodał, że dopiero ostatniego dnia przed wyjazdem z Polski poczuł „powiew podobieństwa”, gdy usłyszał umawiających się dwóch młodych ludzi „w Pałacu Kultury od strony kebabu”.

JS

Piotr Witt z Paryża

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook