Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Po wprowadzeniu przez USA sankcji na Rosję UE już wydaje oświadczenia, że może na nie odpowiedzieć (sic!)

fot. Wikipedia commons 02.12.2013 Majdan. Nieuczciwe jest porównywanie ukraińskiego Majdanu do legalnych protestów, które odbywały się w Polsce

Bez wątpienia Fundacja Otwarty Dialog ma potężne środki i zabiega o popularność, jednak przedstawianie jej jako organizatora rewolucji na Ukrainie jest po prostu nieprawdziwe.

Na początku lipca br. Agencja Reutera poinformowała, że na Krym trafiły dwie turbiny niemieckiego Siemensa, które przyjechały do Rosji i miały zostać wykorzystane w elektrowni w Sewastopolu, a w ostateczności wylądowały na terytoriach okupowanych, to jest na Krymie.

Reuters ujawnił nawet ich symbole, aby rozwiać wszelkie wątpliwości, bo Siemens nie za bardzo chciał się przyznać do dostarczenia tam turbin, bowiem oznaczałoby to, że złamał unijne sankcje nałożone na Rosję za aneksję Krymu. Po kilku dniach okazało się, że trafiły tam kolejne dwie turbiny Siemensa, co też potwierdzili Niemcy. Firma ostatecznie zainicjowała przeprowadzenie dochodzenia i skierowała sprawę do rosyjskiego sądu arbitrażowego w Moskwie. Zapowiedziała również, że zablokuje możliwość dostaw sprzętu na okupowany Krym i będzie się domagała zwrotu sprzętu już tam dostarczonego. Co ciekawe, pozwy Siemens skierował do trzech rosyjskich firm, wśród których jedna jest określana jako wspólne przedsiębiorstwo Siemensa i firmy rosyjskiej, jednak wcześniej Siemens stwierdził, że nic nie wie na ten temat.

Wczoraj Siemens poinformował, że w wyniku całej tej operacji stracił ok. 100-200 mln euro, i podkreślił, że kontrakt przewidywał dostarczenie turbin na terytorium Federacji Rosyjskiej do elektrowni na półwyspie Tamań. Swoją drogą elektrownia ta miała dostarczać prąd na tereny okupowanego Krymu. Siemens twierdzi, że pozbędzie się udziałów w rosyjskiej spółce, a także wstrzyma wszelkie dostawy sprzętu.

Przypomniał, że zaledwie dwa dni temu nowe sankcje na Rosję podpisał Donald Trump, a szef Komisji Europejskiej już zaznaczył, że Unia może na nie odpowiedzieć, jeśli naruszą one interesy firm europejskich. Przypomniał, że Rosja nie jest w Unii Europejskiej, ale jak widać na przykładzie sprzedaży turbin, są w Unii firmy zainteresowane interesami z Rosją.

Gospodarz programu „Poranek Wnet” Wojciech Jankowski zapytał naszego korespondenta z Ukrainy, który dziś wyjątkowo nadawał z Krakowa, o kwestie związane z Fundacją Otwarty Dialog.

– Znamy Fundację Otwarty Dialog, bo obserwowaliśmy jej działalność na kijowskim Majdanie – powiedział Paweł Bobołowicz, przypominając, że pierwszy tekst dotyczący kontrowersji wokół fundacji pojawił się w 2014 roku w tygodniku „Wprost”, który informował, że fundacja może być instytucją lobbującą na rzecz Muchtara Abliazowa, przeciwnika prezydenta Kazachstanu Nazarbajewa. Abliazow uznawany był za najbogatszego Kazacha i przed ucieczką w 2011 roku do Wielkiej Brytanii był ministrem energetyki i handlu. W Kazachstanie jest oskarżony o kierowanie grupą przestępczą, sprzeniewierzenie około 6 mld dolarów i pranie brudnych pieniędzy.
Prócz Kazachstanu zarzurty postawiły Abliazowowi również władze Rosji i Ukrainy. Biznesmen został zatrzymany dopiero we Francji, która jednak odmówiła wydaniu go Rosji, w której został skazany na 20 lat pozbawienia wolności i utratę mienia.

W 2014 roku „Wprost” mówił o powiązaniach Abliazowa z Fundacją Otwarty Dialog, której prezes miał szczególne wpływy na niektórych polskich polityków przez finansowanie ich wyjazdów i właśnie działalność lobbystyczną. Po tej publikacji tygodnik był zmuszony do zawarcia z fundacją ugody, do której doszło w 2016 roku.  W toku postępowania ustalono, że część materiałów wykorzystanych do publikacji to była notatka operacyjna rosyjskich i ukraińskich służb specjalnych zajmujących się tą sprawą za czasów byłego prezydenta Wiktora Janukowycza.

– Nie ulega żadnych wątpliwości, że fundacja dysponuje potężnymi środkami i zabiega o popularność, ale przedstawianie jej jako organizatora rewolucji na Ukrainie, jest po prostu nieprawdziwe – powiedział Paweł Bobołowicz. Przypomniał, że na Majdanie była ona jedną z setek, a może tysięcy organizacji, które tam działały, miała tylko jeden namiot i siedzibę w wynajętym mieszkaniu.

– To byli ludzie, którzy nie uczestniczyli w środowiskach decyzyjnych ani nie byli też wśród rewolucjonistów na Majdanie – podkreślił korespondent.

– Nieuczciwe jest porównywanie ukraińskiego Majdanu do legalnych protestów, które odbywały się w Polsce – argumentował. – Nie mają one takiego charakteru, jaki miał Majdan na Ukrainie, i są obrazą pamięci tych, którzy na Majdanie zginęli.

Paweł Bobołowicz przyznał, że Otwarty Dialog na Ukrainie jest zaangażowany w wiele przedsięwzięć, a niektóre z nich są bardzo kontrowersyjne. Ta opinia dotyczy m.in. zaangażowania w ukraińską lustrację czy obronę Nadii Sawczenko, co też skończyło się „małym skandalem, bo Otwarty Dialog twierdził, że opłacał adwokata Sawczenko, a jej główny adwokat Mark Fejgin temu zaprzeczał”. Korespondent przypomniał, że Otwarty Dialog nie jest ukraińską fundacją, mimo że w jej strukturach są obywatele Ukrainy. Jednak fundacja jest zarejestrowana w Polsce, więc jako taka jest fundacją polską.

MoRo

Cała relacja Pawła Bobołowicza w części trzeciej Poranka Wnet

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook